Przejdź do treści

Kot z naprzeciwka – mój nemezis - Kocierewiry – Tu kot mówi ostatnie słowo

Pomiń menu
www.KocieRewiry.pl
kontakt@kocierewiry.pl
Pomiń menu
Kot z naprzeciwka – mój nemezis

Każdy kot ma swoje małe wojny. Jedni walczą z odkurzaczem, inni z nowym kartonem, który „jest podejrzanie zbyt prostokątny”. Ja walczę z czymś większym.

Z siłą, która balansuje na granicy mitu i codzienności.

Z istotą, która siedzi dwadzieścia metrów dalej, a mimo to potrafi naruszyć mój spokój szybciej niż człowiek otwierający puszkę o trzeciej nad ranem.

Z kotem z naprzeciwka.
Moim nemezis.

Nie pamiętam dnia, w którym się pojawił. Pamiętam za to moment, gdy zrozumiałem, że nie jest zwykłym, przypadkowym futrzakiem. To było jedno z tych popołudni, kiedy człowiek chciał pracować, ja chciałem mu przeszkadzać, a świat był tak spokojny, że aż nudny. Usiadłem więc na parapecie, żeby poukładać w głowie ważne sprawy — jak to, czy ten ptak sprzed dwóch dni wróci, bo mam wobec niego niedokończone plany.

I wtedy go zobaczyłem.
Siedział w oknie naprzeciwko. Idealnie pośrodku, wyprostowany jak kot, który właśnie został namalowany na okładkę książki o „minimalizmie życia kota”. Ogon owinięty dookoła łap, głowa lekko uniesiona, spojrzenie…

Spojrzenie takie, że od razu wiedziałem, z kim mam do czynienia.
To nie był przypadkowy sąsiad.
To był przeciwnik strategiczny.

Od tamtej chwili każdy dzień wygląda tak samo.
Siadam ja — siada on.

Wpatrujemy się w przestrzeń jak dwóch mnichów, którzy nienawidzą się nawzajem, ale religia zabrania im rzucić w siebie doniczką.

Czasami mam wrażenie, że on jest tam tylko po to, żeby testować moje nerwy.
Siedzi jakby pozował do konkursu „Kto jest bardziej opanowanym kotem w województwie”.
Zawsze ustawiony kątem, w tej pozie „jestem ponad to”, która doprowadza mnie do szału.

Najbardziej perfidny jest jego spokój.
Ten kot nie rusza się niepotrzebnie.
On kontempluje.

Patrzy na ludzi, patrzy na niebo, patrzy gdzieś poza mnie. Ale wiem, że to gra.
Bo kiedy delikatnie przesuwam ogon — on też przesuwa swój.
Kiedy mrużę oczy — on mruży je sekundę później, żebym nie zauważył, że mnie naśladuje.
A kiedy zerkam kątem oka, żeby sprawdzić, czy nadal siedzi… oczywiście, że siedzi.
Z miną:
„Myślałeś, że odejdę pierwszy? Naiwny…”
Jest w tym wszystkim coś mistycznego.
Jakbyśmy wiedzieli, że gdyby nie szyby, parapety i przestrzeń ulicy między nami, to ten konflikt miałby swoje starcie finałowe.

W pełnej ciszy.
Bez jednego miauknięcia.
Z trzema pacnięciami łapą i szybkim odejściem w poczuciu zwycięstwa.
Ale rzeczywistość ma inne plany.
Czasem mój człowiek zasłania zasłony. I wtedy zaczyna się tragedia.
Nie widzę go.
Nie wiem, czy siedzi.
Nie wiem, czy patrzy.
A on, ten balkonowy demon równowagi, siedzi w pełnym świetle dnia i udaje, że to go w ogóle nie obchodzi.

A przecież obchodzi.
Obchodzi tak bardzo, że drga mu wąs, kiedy widzi, jak po drugiej stronie okna pojawia się zasłonka w kwiatki. To jest jego triumf: kot z widokiem na wolność i kot z widokiem na materiał w kratkę.
Te zasłony, Mistrzu, są największą porażką mojego życia.

Zdarzają się też chwile zawieszenia broni.
Kiedy obaj, równocześnie, patrzymy na tego samego gołębia, który z jakiegoś niezrozumiałego powodu uważa, że parapety to lotnisko.

Wtedy na krótką sekundę łączy nas wspólna wizja:
ten ptak niczego się nie spodziewa.
Ale tylko sekundę.
Bo po chwili wracamy do starych ról — dwóch generałów, którzy analizują siebie wzajemnie pod każdym możliwym kątem.

Im dłużej go obserwuję, tym bardziej dociera do mnie, że on jest… niebezpiecznie podobny do mnie.
Ta sama duma.
Ten sam sposób układania łap.
To samo udawanie stoickiego spokoju, który w praktyce jest jedynie cienką warstwą akceptowalnej agresji.
Czasami zastanawiam się, czy on też ma człowieka, który zasłania mu widok w najmniej odpowiednim momencie.
Czy on też planuje zemstę, kiedy dostaje nie tę karmę, którą chciał.
Czy on też udaje, że śpi, kiedy tak naprawdę prowadzi pełnowymiarową analizę terenu.
Bo jeśli tak…
To może ta wojna nie jest wojną nienawiści.
Może to wojna dwóch kotów, którzy zbyt dobrze wiedzą, kim są.
Może to, co nas irytuje, to nie jego ogon, nie jego miny, nie jego siedzenie centralnie na środku okna jak statuetka pychy.
Może irytuje mnie to, że on jest najlepszym lustrem mojego własnego charakteru.

A kot, najgorszą prawdę o sobie widzi zawsze w oczach innego kota.
Ale nie myśl, że go lubię.
Nie.
To wojna do końca świata.
Tylko że, jeśli mam być szczery…
Gdyby on któregoś dnia zniknął z parapetu, świat stałby się trochę za spokojny.
Trochę za pusty.
Trochę za mój.

A kot potrzebuje wroga, żeby mieć komu udowadniać, że jest niepokonany.
I dlatego jutro, o tej samej godzinie, znów usiądę na parapecie.
W tej samej pozie.

Z tą samą miną.
I będę patrzył, aż pierwszy mrugnie.
I jeśli nie mrugnie?
Cóż.
Wojna trwa.



Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej



Miasto ma swoją własną orkiestrę, a najgorsze jest to, że nikt jej nie prosił o koncert. Ona gra zawsze, wszędzie i wszystkim. Od świtu do świtu, bo noc w mieście nie jest ciszą — to tylko ciemniejszą odmianą hałasu. Te dźwięki nie mają kompozytora, chociaż każdy z nich zachowuje się tak, jakby był solistą: samochód trąbi nie dlatego, że musi, tylko dlatego, że chce. Tramwaj jęczy jak starożytny smok, który został zmuszony do pracy za minimalną stawkę.



Jeśli ten felieton cię rozbawił, zirytował albo chociaż
nie zasnąłeś przed końcem,możesz postawić mi Kawę.

BLIK od 2 zł. Ja wezmę mleczko, człowiek dostanie czarną









© Kocierewiry.pl – Wszystkie prawa zachowane. Niestety.
Regulamin kota danych
Regulamin kota danych
Wróć do spisu treści