Przejdź do treści

Sąsiadka, co myje okna. Mój koszmar - Kocierewiry – Tu kot mówi ostatnie słowo

Pomiń menu
www.KocieRewiry.pl
kontakt@kocierewiry.pl
Pomiń menu
Sąsiadka, co myje okna. Mój koszmar

Są na świecie ludzie, którzy żyją w harmonii z naturą.
Są tacy, którzy jej nie przeszkadzają.
I są… ona.

Sąsiadka, która myje okna.
To nie jest zwykłe mycie.
To jest rytuał.
To jest obsesja.
To jest atak na fundamenty mojego istnienia.

Bo okno to nie jest kawałek szkła.
Okno to mój ekran życia.
To mapa zapachów, śladów, wspomnień.
To album z łapkami, który sam tworzyłem przez miesiące ciężkiej pracy, codziennie wciskając w szybę nos, wąsy, futro i całą swoją narcystyczną ciekawość.



A ona?
Zmiata to wszystko jednym psiknięciem płynu o zapachu „cytrusowy horror”.

Siedzę na parapecie, robię to, co robię najlepiej: obserwuję i oceniam.
I wtedy słyszę ten dźwięk.
Ten sygnał końca świata.
Psik.

Nie ma gorszego odgłosu.
Nawet wiertarka sąsiada brzmi przy tym jak terapia relaksacyjna.
Podnoszę głowę, a tam ona — w swojej pełnej, niezrozumiałej glorii — macha gąbką jak mieczem.
Patrzę na nią przez szybę, przez ostatnie ślady po mojej nosowej pracy twórczej, i widzę kobiecy odpowiednik tornada.

Trze.
Szura.
Zgrzyta.
Myje jakby miała premię za każdą usuniętą smugę.
I ja wiem, co będzie dalej.
Najgorsze.

Usuwanie łapek.
Moich łapek.
Moich dzieł.
Moich odcisków dumy i przemyśleń.

Każdy ślad to było coś:
„tu widziałem wróbla”,
„tu podsłuchiwałem kłótnię z trzeciego piętra”,
„tu planowałem, jak zabić muchę”,
„tu śledziłem gołębia, który i tak mnie olewa”.

To moje notatki terenowe.
To moje archiwum naukowe.
To moja pamięć operacyjna.
A ona to trze.
Bezlitośnie.
Z takim zapałem, jakby czyściła portal do innego wymiaru, a nie zwykłą szybę.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ona wygląda… dumna.
Dumna z tego, że zniszczyła życie.
Odsuwa się, patrzy na swoją robotę i mówi do siebie:
„Ale czyściutko!”
Czyściutko?
To jest zbrodnia na kotach.
To jest restart systemu bez zapisania pliku.
To jest wymazanie cache mojego świata.

Kiedyś nawet machnęła mi przez szybę ręką, jakbyśmy mieli jakąś relację.
Relację?!
Między nami jest tylko szkło i nienawiść.

I teraz improwizacja dnia:
wracam na swój świeżo wyczyszczony parapet.
Patrzę.
Wszystko lśni.
Tak bardzo, że aż mnie oślepia.
Jakby wpuścili do domu nowy system operacyjny, ale bez danych użytkownika.

Dotykam łapką szyby.
Zero śladu.
Dotykam drugi raz.
Też nic.
Wyparowało.
Muszę zaczynać od nowa.
Od zera.

Cały mój dorobek zmyty, jakbym nie istniał.
Czuję, jak zanika we mnie część duszy.

I wtedy ona wraca.
Z papierowym ręcznikiem.
Trzyma go jak broń, jakby wiedziała, że właśnie zostawiłem nowy ślad.
„O nie, o nie, znowu pobrudził!”
Pobrudził?
POBRUDZIŁ?!

To jest twórczość.
To jest ekspresja.
To jest kocia kaligrafia.
Ale ona nie wie.
Ona nie czuje.
Ona widzi brud, nie widzi życia.

Najgorsze zaczęło się wtedy, gdy zorientowałem się, że ona… robi to regularnie.
Nie od święta.
Nie na Wielkanoc.
Reg-u-lar-nie.
Co tydzień.
Jak chodzenie do kościoła.
Tylko zamiast modlitwy ma płyn do szyb.
Kto normalny myje okna co tydzień?
Okno nie jest naczyniem.
Okno nie jest twarzą.
Okno jest kroniką.

A ona robi z niego sterylny ekran, na którym nie da się zapisać historii.
To jest martwe okno.

Jako kot mam swoje strategie radzenia sobie z traumą.

Strategia 1:
Zostawiam ślady szybciej, niż ona zdąży je zmyć.

Strategia 2:
Patrzę jej prosto w oczy przez szybę, kiedy trze, żeby wiedziała, że się nie poddam.

Strategia 3:
Układam się na parapecie w sposób, który maksymalnie utrudnia jej dostęp do szyby.

Niestety ona ma długie ręce.
I silną determinację.
To przeciwnik godny kota.

Ale kiedyś… kiedyś przeszła samą siebie.
Myła okno w zimie.
W zimie.
Człowiek myjący okno w grudniu to jak kot, który z własnej woli idzie do kąpieli.
Rzeczy, które po prostu się nie dzieją.
Stałem wtedy zszokowany, wewnętrznie krzyczałem:
„Co ty wyprawiasz, kobieto?! To jest sezon hibernacji!”

A ona szoruje jakby chciała wybielić karmę.
Zamarzłem z emocji.
Gdybym miał serce na łapce, to by mi pękło.

Czasem naprawdę się zastanawiam, co ona sobie myśli.
Może wierzy, że czyste okno to czyste życie.
Może myśli, że świat jest lepszy, kiedy nie ma smug.
Może nie rozumie, że smugi są piękne.
Że smugi są prawdziwe.
Że smugi są śladami istnienia.
A może ona po prostu nienawidzi kotów.
Może to jest jej zemsta.
Może to jej forma wojny.
Nie wiem.

Ale wiem jedno:
wszystko, co kochamy, zostaje nam odebrane przez ludzi z płynem do szyb.

I wtedy, w tym całym chaosie, w tym cytrusowym smrodzie, w tej walce o przewagę – pojawia się cicha, kocia świadomość:

Bez względu na to, ile razy ona umyje okno…
ja zawsze zostawię ślad.
Ja zawsze wrócę.
Ja zawsze odcisnę nos, łapę, futro — i dumę.
Bo jestem kotem.

A kot nigdy się nie poddaje.
Nawet jeśli przeciwnik ma ścierkę.



Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej



Są takie momenty w życiu kota, kiedy nawet moja naturalna cierpliwość – ta, którą według ludzi mam rzekomo „wrodzoną” – wyparowuje szybciej niż karma premium z miski psa sąsiadki. Mówię o sobotnich porankach. O tej godzinie, kiedy każdy szanujący się kot dopina nocne ceremonie, przeciąga się z godnością i planuje kolejną drzemkę przed właściwą drzemką.



Jeśli ten felieton cię rozbawił, zirytował albo chociaż
nie zasnąłeś przed końcem,możesz postawić mi Kawę.

BLIK od 2 zł. Ja wezmę mleczko, człowiek dostanie czarną









© Kocierewiry.pl – Wszystkie prawa zachowane. Niestety.
Regulamin kota danych
Regulamin kota danych
Wróć do spisu treści