Sąsiad z wiertarką – sobotni psychopata
Są takie momenty w życiu kota, kiedy nawet moja naturalna cierpliwość – ta, którą według ludzi mam rzekomo „wrodzoną” – wyparowuje szybciej niż karma premium z miski psa sąsiadki. Mówię o sobotnich porankach. O tej godzinie, kiedy każdy szanujący się kot dopina nocne ceremonie, przeciąga się z godnością i planuje kolejną drzemkę przed właściwą drzemką.
I wtedy… on.Sąsiad.
Człowiek z wiertarką.
Lokalny barbarzyńca akustyczny.
Ten, którego twarz wygląda jak ekran ładowania – niby coś tam pracuje, ale efektu nie widać, za to hałas ogromny.
Człowiek z wiertarką.
Lokalny barbarzyńca akustyczny.
Ten, którego twarz wygląda jak ekran ładowania – niby coś tam pracuje, ale efektu nie widać, za to hałas ogromny.
Zacznijmy od tego, że w sobotę rano nikt normalny nie powinien pracować. Kot – wiadomo – nie pracuje nigdy. Człowiek też nie, bo udaje, że musi odpocząć po poniedziałku, który sam sobie zepsuł. Ale sąsiad? On ma inny rytm biologiczny. On budzi się o godzinie, w której nawet ptaki mówią: „stary, ogarnij się, to jest nielegalne”.
I wtedy zaczyna się festiwal cierpienia.
Pierwsze uderzenie: „WRRRRRRRRRRRT”.
Dźwięk jakby ktoś próbował przewiercić się przez Piekło do samego centrum biura obsługi ludzkiej głupoty.
Dźwięk jakby ktoś próbował przewiercić się przez Piekło do samego centrum biura obsługi ludzkiej głupoty.
Drugie: „WRRRRT-WRRRT-WRRRRRRRT”, jakby wiertarka dostała egzorcystę.
Trzecie: „Wiiiiiiiiiiiiiii”, które brzmi jak krzyk duszy człowieka, który nigdy nie zaakceptował swojej przeciętności.
A ja?
Ja siedzę na parapecie, patrzę na niego jak na nowy gatunek biologiczny: Homo Hałasujący.
Ja siedzę na parapecie, patrzę na niego jak na nowy gatunek biologiczny: Homo Hałasujący.
Ten człowiek żyje w przekonaniu, że sobota to idealny czas na „małe poprawki remontowe”.
Tylko że te „małe poprawki” trwają od trzech miesięcy i jedyny efekt, jaki widziałem, to jego twarz w oknie odbijająca się od hałasu.
Tylko że te „małe poprawki” trwają od trzech miesięcy i jedyny efekt, jaki widziałem, to jego twarz w oknie odbijająca się od hałasu.
Ludzie mają jakąś niezdrową fascynację domowymi narzędziami.
Gdyby mogli, to wdreptaliby wiertarką własną podłogę tylko po to, żeby sprawdzić, czy „się uda”.
Gdyby mi dali wiertarkę, to ja bym przynajmniej zrobił z niej użytek – odciąłbym kabel.
Ale nie. Człowiek zawsze idzie w przeciwną stronę niż logika.
Gdyby mogli, to wdreptaliby wiertarką własną podłogę tylko po to, żeby sprawdzić, czy „się uda”.
Gdyby mi dali wiertarkę, to ja bym przynajmniej zrobił z niej użytek – odciąłbym kabel.
Ale nie. Człowiek zawsze idzie w przeciwną stronę niż logika.
Jako kot dbam o ciszę.
Cisza jest niezbędna – to tlen dla mojej dumy.
To gleba, na której rosną moje plany, moje drzemki i moje wielopoziomowe strategie manipulowania człowiekiem.
Cisza jest niezbędna – to tlen dla mojej dumy.
To gleba, na której rosną moje plany, moje drzemki i moje wielopoziomowe strategie manipulowania człowiekiem.
Sąsiad natomiast traktuje ciszę jak wroga.
On ją zwalcza.
Jest Królem Dźwięku, Bogiem Hałasu i Patronem Zniszczonego Spokoju.
A najgorsze jest to, że on wcale nie wierci, bo musi.
On wierci, bo mu się nudzi.
On ją zwalcza.
Jest Królem Dźwięku, Bogiem Hałasu i Patronem Zniszczonego Spokoju.
A najgorsze jest to, że on wcale nie wierci, bo musi.
On wierci, bo mu się nudzi.
Ludzie mają różne hobby:
jedni kolekcjonują znaczki,
inni robią zdjęcia jedzenia,
a jeszcze inni – tacy jak on – niszczą życie wszystkim w promieniu pięciu mieszkań.
jedni kolekcjonują znaczki,
inni robią zdjęcia jedzenia,
a jeszcze inni – tacy jak on – niszczą życie wszystkim w promieniu pięciu mieszkań.
Najbardziej rozczulające jest to, że człowiek obok niego – mój człowiek – siedzi przy stole, patrzy w sufit i mówi: „Boże, znowu?”.
Tak, znowu.
Bo to jest rytuał.
Sąsiad jest jak kapłan, a wiertarka jest jego kadzidłem.
On odprawia sobotnie nabożeństwo ku czci chaosu, a ja muszę w tym uczestniczyć bez pytania.
Bo to jest rytuał.
Sąsiad jest jak kapłan, a wiertarka jest jego kadzidłem.
On odprawia sobotnie nabożeństwo ku czci chaosu, a ja muszę w tym uczestniczyć bez pytania.
Kot nie ma opcji “wyprowadzić się”.
Kot ma tylko parapet, godność i cierpliwość.
Czasem też pazur, ale prawo ludzkie podobno zabrania mi używać go na ludziach.
Kot ma tylko parapet, godność i cierpliwość.
Czasem też pazur, ale prawo ludzkie podobno zabrania mi używać go na ludziach.
Szkoda.
Świat byłby znacznie spokojniejszy.
Ale tu nie chodzi tylko o hałas.
Tu chodzi o filozofię człowieka.
Tu chodzi o filozofię człowieka.
Ludzie wierzą, że wszystko da się “naprawić”, nawet to, co nie jest zepsute.
Weźmy mojego sąsiada: on wierci, bo mu się wydaje, że ściana „musi być poprawiona”.
A co on wie o ścianach?
Nawet swojego życia nie potrafi poprawić, a bierze się za beton.
Weźmy mojego sąsiada: on wierci, bo mu się wydaje, że ściana „musi być poprawiona”.
A co on wie o ścianach?
Nawet swojego życia nie potrafi poprawić, a bierze się za beton.
Innym razem widziałem, jak próbował zamontować półkę.
Wiercił dwadzieścia minut, zrobił trzy dziury, półka i tak spadła, a on powiedział pod nosem: „to wina kołków”.
Tak, jasne.
Kołki, które nie mają mózgu, były bardziej winne niż on, który nie ma umiejętności.
Wiercił dwadzieścia minut, zrobił trzy dziury, półka i tak spadła, a on powiedział pod nosem: „to wina kołków”.
Tak, jasne.
Kołki, które nie mają mózgu, były bardziej winne niż on, który nie ma umiejętności.
Ja, kot, zrobiłbym to lepiej.
Nie dlatego, że znam się na remontach – ja po prostu robię wszystko lepiej.
Ale też dlatego, że nie zaczynam niczego o siódmej rano w sobotę.
Nie dlatego, że znam się na remontach – ja po prostu robię wszystko lepiej.
Ale też dlatego, że nie zaczynam niczego o siódmej rano w sobotę.
Zresztą obserwowanie sąsiada z wiertarką daje mi pewną satysfakcję.
Patrzę, jak wytęża całe trzy komórki mózgowe, próbując ogarnąć poziomnicę, a ta – jakby miała poczucie humoru – pokazuje mu „krzywo” za każdym razem.
Patrzę, jak wytęża całe trzy komórki mózgowe, próbując ogarnąć poziomnicę, a ta – jakby miała poczucie humoru – pokazuje mu „krzywo” za każdym razem.
To jest komedia.
Ja się nie śmieję, ale to dlatego, że mam wyższe standardy.
Zastanawia mnie jedynie, co go napędza.
Czy to poczucie obowiązku?
Czy pragnienie hałasu?
Czy może to, że nikt go nie lubi i to jest jego sposób, żeby odwdzięczyć się światu?
Czy to poczucie obowiązku?
Czy pragnienie hałasu?
Czy może to, że nikt go nie lubi i to jest jego sposób, żeby odwdzięczyć się światu?
Człowiek lubi zostawiać ślad po sobie.
Kot zostawia futro, człowiek zostawia dziury w ścianach.
Kot zostawia futro, człowiek zostawia dziury w ścianach.
A najzabawniejsze jest to, że każdy taki dzień kończy się tak samo.
Sąsiad odkłada wiertarkę, stęka, wzdycha i mówi do siebie:
„No, robotę zrobiłem”.
Sąsiad odkłada wiertarkę, stęka, wzdycha i mówi do siebie:
„No, robotę zrobiłem”.
A ja patrzę na niego i widzę, że jedyne, co zrobił, to jeszcze bardziej rozstroił własne mieszkanie.
Ale dopowiem jedno, bo kot zawsze musi mieć ostatnie słowo.
Jeśli kiedykolwiek zapytasz mnie, człowieku, skąd biorą się kocie ataki furii, nagłe sprinty po mieszkaniu, przerażające spojrzenia w ścianę albo to, że czasem patrzę na ciebie jak na nieudany eksperyment biologiczny…
To przypomnij sobie sobotę o 7:12 i człowieka z wiertarką.
Bo ja pamiętam.
I będę pamiętał do końca życia.
A każde „WRRRRRRT” zapisuję w osobnym folderze mojej psychiki.
Bo ja pamiętam.
I będę pamiętał do końca życia.
A każde „WRRRRRRT” zapisuję w osobnym folderze mojej psychiki.
Folder nazywa się:
„Lista ludzi do ignorowania do końca wszechświata”.
„Lista ludzi do ignorowania do końca wszechświata”.
Sąsiad jest tam pierwszy.
I wiesz co?
I wiesz co?
Zostanie.
Na marginesie
Jeśli te felieton Ci się podobał, to w e-booku są dłuższe formy.
Bez skracania. W kocim stylu.
Jeśli te felieton Ci się podobał, to w e-booku są dłuższe formy.
Bez skracania. W kocim stylu.
Jak (nie) wytresować kota
zobacz książkęJeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej

Ludzie mają wiele dziwnych wynalazków, ale dzieci są zdecydowanie najbardziej nieprzewidywalnym. Nie obrażaj się, człowieku. Ja tylko mówię, jak jest. Moje życie to ciągła obserwacja z parapetu i powiem ci jedno: gdyby koty zachowywały się jak ludzkie dzieci, nikt by nas nie trzymał w domu. Nikt. Żaden, nawet najbardziej zdesperowany samotnik.
