Człowiek karmiący psa z widelca
Są obrazy, które zostają z kotem na całe życie. Nie pierwszy śnieg, nie pierwszy wróbel, nie nawet moment, kiedy człowiek po raz pierwszy zrozumiał, że kuweta nie czyści się sama.
Nie.
Nie.
Najgorsze jest coś zupełnie innego: scena, w której człowiek karmi psa z widelca.To jest ten moment, kiedy nawet ja – istota, która widziała już zbyt wiele – odwracam łeb, mrużę oczy i pytam sam siebie:
„Dlaczego… dlaczego ktoś to robi? I dlaczego robi to przy otwartym oknie?!”
„Dlaczego… dlaczego ktoś to robi? I dlaczego robi to przy otwartym oknie?!”
Bo ja to widzę.
Codziennie.
Z parapetu mojego życia, skąd mam widok na wszystkie ludzkie tragedie społeczne.
A ta jest jedną z największych.
Codziennie.
Z parapetu mojego życia, skąd mam widok na wszystkie ludzkie tragedie społeczne.
A ta jest jedną z największych.
Zacznijmy od faktów.
Pies nie potrzebuje widelca.
Pies nie rozumie widelca.
Pies nie wie, że widelec istnieje.
Pies nie potrzebuje widelca.
Pies nie rozumie widelca.
Pies nie wie, że widelec istnieje.
Pies je wszystko z jednakowym entuzjazmem: karmę, buty, gąbkę, papier toaletowy, trawę, patyki, a w sytuacjach stresowych nawet własną godność.
To nie jest istota, która powinna obcować z metalem w funkcji narzędzia.
To nie jest istota, która powinna obcować z metalem w funkcji narzędzia.
A jednak człowiek… człowiek ma potrzebę.
Potrzebę, żeby pokazać światu, że jego pies to nie pies.
To „maleństwo”, „dzidzia”, „skarbek”, „pupunio”. Istota, która rzekomo „zasługuje na kulturę”.
Potrzebę, żeby pokazać światu, że jego pies to nie pies.
To „maleństwo”, „dzidzia”, „skarbek”, „pupunio”. Istota, która rzekomo „zasługuje na kulturę”.
I dlatego właśnie stoję na parapecie, a przede mną rozgrywa się scena, której nie sposób zapomnieć.
Człowiek trzyma widelec, pies patrzy mu w oczy jak wierny fanatyczny wyznawca, a potem…
— hop
kawałek czegoś tłustego ląduje na psim języku jak komunia hańby.
Nawet trawa wokół nich przestaje rosnąć na chwilę.
Nawet wróble przylatują popatrzeć.
Nawet wróble przylatują popatrzeć.
I wszyscy mamy to samo pytanie:
Po co?
Człowiek jest dziwnym stworzeniem.
Z jednej strony wymaga, aby zwierzęta były „zwierzętami”, a z drugiej – robi z nich małe repliki ludzi, tylko że z gorszą dykcją.
Z jednej strony wymaga, aby zwierzęta były „zwierzętami”, a z drugiej – robi z nich małe repliki ludzi, tylko że z gorszą dykcją.
A pies, biedny pies, nie rozumie, że właśnie został wciągnięty w kolejny element ludzkiego teatru.
Jego jedyną misją w życiu jest jeść cokolwiek i jak najwięcej.
Czy to widelec, czy ręka, czy podłoga – dla niego wszystko jedno.
Jego jedyną misją w życiu jest jeść cokolwiek i jak najwięcej.
Czy to widelec, czy ręka, czy podłoga – dla niego wszystko jedno.
To człowiek jest odpowiedzialny za ten spektakl.
To człowiek ma wewnętrzną potrzebę udawania, że jego codzienność jest bardziej elegancka niż faktycznie jest.
To człowiek ma wewnętrzną potrzebę udawania, że jego codzienność jest bardziej elegancka niż faktycznie jest.
Bo wiecie, jak wygląda rzeczywistość?
Gdy nikt nie patrzy, ten sam człowiek siedzi w salonie, je zupę prosto z garnka i wyciera ręce w dres.
Ale wystarczy, że wyjdzie przed blok, otworzy balkon albo zobaczy odbicie w szybie i już zaczyna odgrywać kogoś, kim nie jest.
Gdy nikt nie patrzy, ten sam człowiek siedzi w salonie, je zupę prosto z garnka i wyciera ręce w dres.
Ale wystarczy, że wyjdzie przed blok, otworzy balkon albo zobaczy odbicie w szybie i już zaczyna odgrywać kogoś, kim nie jest.
Trzyma widelec z gracją.
Mówi do psa jak do dziecka, które właśnie zdobyło doktorat.
I robi minę, jakby brał udział w programie o zdrowym stylu życia.
I robi minę, jakby brał udział w programie o zdrowym stylu życia.
A ja?
Ja siedzę i patrzę, jak pies zlizuje z widelca coś, co jeszcze godzinę temu człowiek sam jadł.
Ja siedzę i patrzę, jak pies zlizuje z widelca coś, co jeszcze godzinę temu człowiek sam jadł.
I wtedy czuję, że mój świat się chwieje.
Ale powiem ci coś: tę scenę można analizować psychologicznie, socjologicznie i antropologicznie.
Ja jednak przeanalizuję ją po kociemu – brutalnie i bez filtrów.
Ja jednak przeanalizuję ją po kociemu – brutalnie i bez filtrów.
Po pierwsze: ludzie nie znają granic.
Są granice między gatunkami.
Są granice między jedzeniem a przedmiotami.
Są granice między tym, co prywatne, a tym, czego nie powinno się robić publicznie.
Są granice między jedzeniem a przedmiotami.
Są granice między tym, co prywatne, a tym, czego nie powinno się robić publicznie.
Widelcowe karmienie psa łamie wszystkie te linie naraz.
To jest jak krzyczenie „kocham cię” do tostera.
Może i masz prawo, ale po co to robić przy świadkach?
Może i masz prawo, ale po co to robić przy świadkach?
Po drugie: człowiek lubi udawać, że jest bardziej cywilizowany, niż jest.
Człowiek chce światu pokazać, że jest opiekuńczy, czuły i nowoczesny.
A w praktyce robi rzeczy, które nie mieszczą się nawet w kociej definicji absurdu.
A w praktyce robi rzeczy, które nie mieszczą się nawet w kociej definicji absurdu.
Wyobraź sobie, że ja – kot – jem z widelca.
Świat by się zatrzymał.
Ludzie by robili zdjęcia.
Powstałby mem.
A potem książka.
A potem film.
Świat by się zatrzymał.
Ludzie by robili zdjęcia.
Powstałby mem.
A potem książka.
A potem film.
Kiedy pies je z widelca – nic.
Zero refleksji.
Zero wstydu.
Zero refleksji.
Zero wstydu.
Dlatego ludzie zasługują na analizę.
Po trzecie: pies jest tylko statystą.
I nawet o tym nie wie.
Pies nie ma wpływu na scenariusz.
Pies po prostu je.
Pies zrobi wszystko, co mu podsuniesz, o ile to pachnie jedzeniem.
Pies nie ma wpływu na scenariusz.
Pies po prostu je.
Pies zrobi wszystko, co mu podsuniesz, o ile to pachnie jedzeniem.
I żeby było jasne: nie mam nic przeciwko psom.
Są uczciwe.
Są proste.
Są przewidywalne.
Są uczciwe.
Są proste.
Są przewidywalne.
To człowiek jest problemem.
Człowiek, który chce zrobić ze swojego psa eleganckiego partnera do obiadu.
Partnera, który w sekundę później idzie zjeść coś z trawnika.
Partnera, który w sekundę później idzie zjeść coś z trawnika.
Po czwarte: to jest niehigieniczne. Naprawdę.
Ja wiem, że koty nie są od higieny ludzi.
Ale patrząc na to wszystko myślę:
„Czy ja chcę, żeby ten widelec wrócił do szuflady?”
Ale patrząc na to wszystko myślę:
„Czy ja chcę, żeby ten widelec wrócił do szuflady?”
Nie.
Nie chcę.
Nie chcę.
A co gorsze – człowiek chce.
Człowiek włoży widelec do zlewu, umyje go byle jak, a potem poda mi nim wołowinę.
I ja mam to zjeść?
Z godnością?
I ja mam to zjeść?
Z godnością?
Z widelca po psie?
Żartujesz sobie chyba.
Ale najgorsze w tym wszystkim nie jest nawet sam akt karmienia.
Najgorsza jest mina człowieka.
Ta mina znaczy wszystko:
„Patrzcie, jaki jestem dobry.”
„Patrzcie, jaki jestem empatyczny.”
„Patrzcie, jak traktuję mojego pupila jak człowieka.”
„Patrzcie, jaki jestem empatyczny.”
„Patrzcie, jak traktuję mojego pupila jak człowieka.”
Tak, człowieku.
Widzę.
Widzimy wszyscy.
I naprawdę niczego to nie poprawia.
Widzę.
Widzimy wszyscy.
I naprawdę niczego to nie poprawia.
Pies nic z tego nie rozumie.
Ja to analizuję.
Wróble robią bekę.
A ty wciąż uważasz, że robisz coś godnego podziwu.
Ja to analizuję.
Wróble robią bekę.
A ty wciąż uważasz, że robisz coś godnego podziwu.
I tu przechodzimy do ostatecznej kociej refleksji.
Nie obchodzi mnie, jak bardzo chcesz pokazać światu, że kochasz psa.
Nie obchodzi mnie, że lubicie celebrować „moment”.
Nie obchodzi mnie, że pies wierzy, że widelec to magiczna różdżka, która daje mięso.
Nie obchodzi mnie, że lubicie celebrować „moment”.
Nie obchodzi mnie, że pies wierzy, że widelec to magiczna różdżka, która daje mięso.
Ale jest jedna rzecz, której nie wybaczę:
Nie jedz tym widelcem później obok mnie.
Bo ja wszystko widzę.
Wszystko pamiętam.
I w moim świecie istnieją granice, których nie przekracza się nawet w sobotę.
Wszystko pamiętam.
I w moim świecie istnieją granice, których nie przekracza się nawet w sobotę.
A jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, dlaczego kot czasem patrzy na ciebie jak na słabe ogniwo ewolucyjne…
to przypomnij sobie chwilę, w której pies zlizuje jedzenie z twojego widelca, a ty mówisz: „No jedz, kochanie”.
to przypomnij sobie chwilę, w której pies zlizuje jedzenie z twojego widelca, a ty mówisz: „No jedz, kochanie”.
Ja to widzę.
I za każdym razem mój mózg pyta:
I za każdym razem mój mózg pyta:
„Dlaczego ludzie sobie to robią?”
Ale odpowiedzi nie ma.
I pewnie nigdy nie będzie.
I pewnie nigdy nie będzie.
Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej

Winda jest jednym z tych miejsc, w których człowiek powinien zachowywać się jak człowiek pokonany. Mała przestrzeń, boczne światło, niezręczność, echo każdej głupoty, którą się powie. To jest teren ciszy, samorefleksji i krótkiej egzystencjalnej rozpaczy.
