Przejdź do treści

Selfiarz w windzie - Kocierewiry – Tu kot mówi ostatnie słowo

Pomiń menu
www.KocieRewiry.pl
kontakt@kocierewiry.pl
Pomiń menu
Selfiarz w windzie

Winda jest jednym z tych miejsc, w których człowiek powinien zachowywać się jak człowiek pokonany. Mała przestrzeń, boczne światło, niezręczność, echo każdej głupoty, którą się powie. To jest teren ciszy, samorefleksji i krótkiej egzystencjalnej rozpaczy.

Ale wtedy wchodzi on.
Człowiek, który ma odwagę większą niż pies atakujący odkurzacz.
Człowiek, który kocha siebie tak bardzo, że nie może przejść obok własnej twarzy bez pamiątkowego zdjęcia.
Człowiek, którego gatunek można nazwać tylko jednym słowem: selfiarz.

Selfiarz nie wchodzi do windy jak inni.
On wchodzi jak celebryta do garderoby.
Jakby światło było przygotowane pod jego kości policzkowe.
Jakby lustra były jego doradcami od wizerunku.
Jakby drzwi zamykały się tylko po to, by dać mu chwilę intymności z jego najważniejszym związkiem: z nim samym.

Z mojej perspektywy – perspektywy kota, który widział już wszystko – ten gatunek jest fascynujący.
Bo winda to mała, metalowa trumna ego.
A selfiarz wchodzi tam, żeby ożywić swoje.

Pierwsze, co robi?
Poprawia włosy, chociaż nie ma czego poprawiać.
Potem ustawia twarz pod kątem, który w jego wyobraźni czyni cuda.
A potem… ten moment, który wywołuje u kota drżenie wąsów.

Pstryk.
Zdjęcie.
W windzie.
Sam ze sobą.
Bez godności, bez świadomości, że w tej chwili świat widzi go przez szybę kabiny i nie wie, czy ma się śmiać, czy uciekać.

Ale to dopiero początek.
Selfiarz nie robi jednego zdjęcia.
Jedno to porażka.
Jedno to błąd statystyczny.
Selfiarz robi serię.
W sekundę zamienia windę w atelier.
Jedna mina, druga, trzecia.
Oczy szerzej.
Broda niżej.
Usta „pół uśmiechu”, czyli wyraz używany przez ludzi, którzy nie wiedzą, czy są smutni, czy chcą wyglądać jak model.

I w tym wszystkim jest pies.
Tak, pies.
Prawie zawsze pojawia się pies.
Pies, który nie wie, dlaczego stoi w windzie obok człowieka, który wydaje dziwne dźwięki i robi dziwne pozy.
Pies patrzy do góry i ma w oczach pytanie: „Czy to jest nowy rodzaj ataku paniki?”

Ja z parapetu widzę takie sceny codziennie.
Bo w moim bloku selfiarze są jak gołębie.

Jest ich dużo, są głośni i wszyscy robią to samo.
Tylko że gołębie przynajmniej nie udają, że są piękne.
Selfiarz traktuje windę jak etap swojej osobistej ewolucji.
To nie jest przejazd.

To jest rytuał.
Winda staje się komnatą testu.
Czy świat zobaczy, że żyję?
Czy internet zrozumie, że istnieję?
Czy moja twarz przejdzie dziś audyt jakości?

Najgorszy jest moment, w którym drzwi windy otwierają się na przypadkowego świadka.
Selfiarz jest w połowie zdjęcia.
Oczy zmrużone.
Głowa przechylona.
Usta… jakieś nienaturalne.
A człowiek, który wchodzi, nie wie, czy ma przeprosić za przerwanie ceremonii, czy zadzwonić po specjalistów.

I wtedy selfiarz robi to, co robią wszyscy z jego gatunku.
Uśmiecha się sztucznie i mówi: „Ha, takie tam!”.
A po sekundzie – gdy drzwi się zamykają – robi kolejne trzy zdjęcia, żeby zatrzeć ślady nieudanej serii.
To jest człowiek, który nie uznaje luster za narzędzia.

Dla niego to są ołtarze.
Ołtarze, na których składa swoje miny jak ofiary.
A telefon jest jego kapłanem.

Jako kot muszę przyznać, że w tym wszystkim jest coś imponującego.
Nie odwaga.
Nie estetyka.
Nie inteligencja, bo tej tu nie ma.

Imponujące jest to, że selfiarz potrafi spojrzeć w ekran, zobaczyć swoją twarz, która w najlepszym razie wygląda jak przeżuty naleśnik… i nadal wierzyć, że świat to pokocha.

To jest siła psychiczna, której nie posiada żadne inne stworzenie poza ludźmi i może jeszcze papugami, które udają, że potrafią mówić lepiej niż ich właściciele.
Najbardziej zdumiewające jest to, że selfiarz nigdy nie jest zadowolony.
Nawet gdy zrobi idealne zdjęcie, jego mózg wysyła sygnał:
„Zrób jeszcze jedno, może będzie lepsze”.
I tak selfiarz robi piętnaście.
A potem wybiera to pierwsze.

Bo człowiek nigdy nie wie, czego chce.
Kot wie.
Zawsze.
Czy winda jest po to, żeby dojechać na piętro?

Nie.
Winda jest po to, żeby człowiek przez trzydzieści sekund był kimś innym.
Lepszym.
Piękniejszym.
Wersją siebie, która istnieje tylko na ekranie.
A potem wraca na swoje piętro.
A potem wraca do swojej codzienności.
A potem wraca do swojego życia, które nie ma nic wspólnego z tym, co właśnie stworzył w windzie.

I kiedy ja patrzę na to wszystko z parapetu, myślę sobie jedno:
selfiarz nie jest człowiekiem złym.
On jest człowiekiem zgubionym.
Tak bardzo oddalonym od rzeczywistości, że jedynym sposobem, żeby ją znosić, jest robienie zdjęć jej najmniej znaczącym fragmentom.

Ale jest w tym też coś pocieszającego.
Bo jeśli człowiek może być tak bardzo zajęty sobą, to może nie zauważy, że kot właśnie zrzucił doniczkę.
Albo zrobił dziurę w firance.
Lub po prostu śmieje się z niego z balkonu.
I to jest piękne.

Bo świat kota wciąż pozostaje światem kota.
A świat selfiarza – światem selfie, które nie uratuje go przed niczym, poza nudą.
I może właśnie dlatego winda istnieje.

Nie po to, by wozić ludzi.
Po to, by koty miały materiał dowodowy, że gatunek ludzki naprawdę nie ma już nic do stracenia.




Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej



Istnieją granice absurdu, które kot obserwuje z dystansem.
Istnieją też takie, których przekroczenie sprawia, że kot po prostu siada, patrzy w jeden punkt i zastanawia się, czy może jednak powinien przeprowadzić się do lasu, gdzie jedynym problemem są lisy i śpiew ptaków o czwartej rano.



Jeśli ten felieton cię rozbawił, zirytował albo chociaż
nie zasnąłeś przed końcem,możesz postawić mi Kawę.

BLIK od 2 zł. Ja wezmę mleczko, człowiek dostanie czarną









© Kocierewiry.pl – Wszystkie prawa zachowane. Niestety.
Regulamin kota danych
Regulamin kota danych
Wróć do spisu treści