Joginka z Instagrama i jej kot w stroju banana
Istnieją granice absurdu, które kot obserwuje z dystansem.
Istnieją też takie, których przekroczenie sprawia, że kot po prostu siada, patrzy w jeden punkt i zastanawia się, czy może jednak powinien przeprowadzić się do lasu, gdzie jedynym problemem są lisy i śpiew ptaków o czwartej rano.
Istnieją też takie, których przekroczenie sprawia, że kot po prostu siada, patrzy w jeden punkt i zastanawia się, czy może jednak powinien przeprowadzić się do lasu, gdzie jedynym problemem są lisy i śpiew ptaków o czwartej rano.
A potem jest trzecia kategoria:Joginka z Instagrama i jej kot w stroju banana.
Tu już nie ma granic.
Tu jest czysta ludzka fantazja połączona z brakiem kontroli nad własnymi impulsami.
Kiedy pierwszy raz to zobaczyłem, pomyślałem, że mam halucynacje po catnipie.
Joginka w pozie „drzewo cierpiące”, telefon na statywie, kadzidełko, muzyczka z YouTube’a, która brzmi jak duchowny podszywający się pod flet…
I obok niej – kot.
W żółtym, opiętym stroju banana.
I najgorsze?
Ten kostium wygląda, jakby kosztował więcej niż karma, na którą ja musiałem patrzeć cały tydzień.
Ten kostium wygląda, jakby kosztował więcej niż karma, na którą ja musiałem patrzeć cały tydzień.
Joginka oczywiście wierzy, że robi coś dla „rozwoju duchowego”.
Że jej życie jest drogą, a ta droga prowadzi przez gumową matę i trzy pierdoły z Ikei.
Ale prawdziwy dramat zaczyna się dopiero wtedy, kiedy wciąga w to kota.
Kota, który po prostu chciał przejść przez salon, może podrapać drapak, może nawet się położyć i udawać, że nie widzi tego całego cyrku.
Kota, który po prostu chciał przejść przez salon, może podrapać drapak, może nawet się położyć i udawać, że nie widzi tego całego cyrku.
A tu nagle ląduje na nim kombinezon banana.
Z ogonkiem.
Z rzepami.
Z obiektywem telefonu skierowanym prosto w jego traumatyczne przeżycia.
Z ogonkiem.
Z rzepami.
Z obiektywem telefonu skierowanym prosto w jego traumatyczne przeżycia.
Kot nie jest stworzony do bycia owocem.
Kot nie jest stworzony do bycia częścią aranżacji „Morning Yoga Vibes”.
Kot nie jest stworzony do bycia częścią aranżacji „Morning Yoga Vibes”.
Kot jest stworzony do leżenia, polowania, oceniania i okazjonalnego zrzucania rzeczy ze stołu.
Człowiek natomiast – szczególnie ten typ człowieka – jest stworzony do robienia z siebie widowiska, w którym nie ma miejsca na godność.
Joginka nagrywa film.
„Ćwiczę z moim kotem!
To takie zdrowe!
To takie słodkie!”
„Ćwiczę z moim kotem!
To takie zdrowe!
To takie słodkie!”
Naprawdę?
Słodkie?
Słodkie?
Kot w stroju banana wygląda, jakby brał udział w programie resocjalizacyjnym dla owoców.
To nie jest słodkie.
To jest akt rozpaczy.
To jest akt rozpaczy.
To jest moment, w którym kot zaczyna planować ewakuację przez uchylone okno.
I teraz obserwuję, jak joginka patrzy w tę swoją kamerę, uśmiecha się zębami tak białymi, jakby codziennie pastowała je chemikaliami z NASA, i mówi:
„Kotek uwielbia ze mną ćwiczyć!”
Kłamstwo.
Totalne, smutne kłamstwo.
Kot uwielbia jedną rzecz: święty spokój.
A najbardziej uwielbia to, czego mu właśnie odebrano – możliwość nieuczestniczenia w cudzych kryzysach osobowości.
Totalne, smutne kłamstwo.
Kot uwielbia jedną rzecz: święty spokój.
A najbardziej uwielbia to, czego mu właśnie odebrano – możliwość nieuczestniczenia w cudzych kryzysach osobowości.
Joginka robi pozycję „pies z głową w dół”.
Kot w stroju banana patrzy na nią z góry i zastanawia się, jak mogło do tego dojść.
Jeszcze wczoraj był wolnym futrzakiem.
Jeszcze wczoraj miał swoje zasady.
Jeszcze wczoraj nie wyglądał jak rekwizyt z dziwnej reklamy suplementów.
Jeszcze wczoraj był wolnym futrzakiem.
Jeszcze wczoraj miał swoje zasady.
Jeszcze wczoraj nie wyglądał jak rekwizyt z dziwnej reklamy suplementów.
Siedzę na parapecie i obserwuję to wszystko z perspektywy kota, który widział już wiele.
Ale nawet ja nie byłem gotowy na to, co zobaczyłem potem.
Ale nawet ja nie byłem gotowy na to, co zobaczyłem potem.
Joginka bierze kota na ręce.
W stroju banana.
Próbuje z nim zrobić „asany partnerskie”.
W stroju banana.
Próbuje z nim zrobić „asany partnerskie”.
Tak.
Asany partnerskie z kotem.
Kot patrzy w bok.
Kot przestał być obecny we własnym życiu.
Kot osiągnął nirwanę, ale tę wersję nirwany, która przypomina stan dysocjacji.
Asany partnerskie z kotem.
Kot patrzy w bok.
Kot przestał być obecny we własnym życiu.
Kot osiągnął nirwanę, ale tę wersję nirwany, która przypomina stan dysocjacji.
A joginka dalej nagrywa.
I dalej mówi do kamery:
„Pamiętajcie, zwierzęta kochają ruch! One czują naszą energię!”
I dalej mówi do kamery:
„Pamiętajcie, zwierzęta kochają ruch! One czują naszą energię!”
Nie.
One czują jedynie to, że zamieniasz je w mema.
One czują to, że ogon wbija im się w kostium.
One czują to, że straciły resztki prywatności, kiedy zrobiłaś live’a na Instagramie w momencie, gdy próbowały wyjść z kadru.
One czują jedynie to, że zamieniasz je w mema.
One czują to, że ogon wbija im się w kostium.
One czują to, że straciły resztki prywatności, kiedy zrobiłaś live’a na Instagramie w momencie, gdy próbowały wyjść z kadru.
Ludzie mówią, że koty są dumne.
Że koty mają ego.
Że koty mają ego.
Nieprawda.
Koty mają samoświadomość.
Koty wiedzą, kim są.
Koty wiedzą, kim nie są.
Koty mają samoświadomość.
Koty wiedzą, kim są.
Koty wiedzą, kim nie są.
Kot nie jest bananem.
Kot nie jest influencerem.
Kot nie jest twoim rekwizytem do budowania marki osobistej.
Kot nie jest influencerem.
Kot nie jest twoim rekwizytem do budowania marki osobistej.
Jeśli ja zobaczę, że mój człowiek próbuje zrobić mi coś takiego – natychmiast zrzucam coś cennego na podłogę.
Natychmiast.
Natychmiast.
To jest język, który człowiek rozumie.
Język konsekwencji.
Najbardziej absurdalne jest jednak to, że joginka naprawdę wierzy, że „robi coś dobrego”.
W jej oczach wszystko jest zdrowe, inspirujące, harmonijne.
W moich oczach wygląda to jak próba wciągnięcia kota do sekty, która modli się do lampki solnej.
Patrzę, analizuję, czuję się zmęczony patrzeniem.
Bo człowiek, który robi jogę przed kamerą, jeszcze jest do zniesienia.
Człowiek, który robi jogę z kotem w stroju banana, przekracza barierę, za którą zaczyna się terapia.
Bo człowiek, który robi jogę przed kamerą, jeszcze jest do zniesienia.
Człowiek, który robi jogę z kotem w stroju banana, przekracza barierę, za którą zaczyna się terapia.
Najgorsze jednak jest to, że kiedy jej trening się kończy, kiedy wyłącza kamerę, kiedy zdejmuje opaskę z włosów…
kot zostaje z traumą.
Kot zostaje z poczuciem, że został użyty.
Kot zostaje z kostiumem banana jednakowo upokarzającym jak te ludzkie kompromisy, o których nigdy nie mówią publicznie.
kot zostaje z traumą.
Kot zostaje z poczuciem, że został użyty.
Kot zostaje z kostiumem banana jednakowo upokarzającym jak te ludzkie kompromisy, o których nigdy nie mówią publicznie.
A potem joginka wrzuca film do sieci, opisuje go jako „fun with my pet” i dostaje tysiąc serduszek od ludzi, którzy nie widzą w tym nic dziwnego.
Nie widzą, że ten kot jeszcze godzinę temu był wolnym, niezależnym stworzeniem.
Że ten kot miał swoją ścieżkę życiową.
Że ten kot miał plany, jak każdy kot: drzemka, jedzenie, ocena moralna człowieka.
Że ten kot miał swoją ścieżkę życiową.
Że ten kot miał plany, jak każdy kot: drzemka, jedzenie, ocena moralna człowieka.
A teraz ma tylko to:
kostium banana i wstyd.
kostium banana i wstyd.
I wtedy dochodzi do mnie prosta, kocia prawda:
ludzie zrobią wszystko, żeby poczuć się wyjątkowi –
nawet jeśli muszą poświęcić spokój kota, swoją godność
i logikę całego wszechświata.
i logikę całego wszechświata.
Dlatego patrzę na tę scenę, wzdycham ciężko i wracam na parapet.
Bo to jest jedyne miejsce, gdzie świat jeszcze jako tako ma sens.
Bo to jest jedyne miejsce, gdzie świat jeszcze jako tako ma sens.
I choć w pobliżu krąży joginka z kamerą,
i choć jej kot właśnie przeżył upokorzenie życia…
i choć jej kot właśnie przeżył upokorzenie życia…
ja wiem jedno:
nigdy, przenigdy nie dam się ubrać w żaden kostium.
nigdy, przenigdy nie dam się ubrać w żaden kostium.
Zwłaszcza nie w kostium banana.
Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej

Ludzie mają tę dziwną właściwość, że jeśli znają jedno słowo z obcego języka, od razu myślą, że mogą prowadzić głębokie rozmowy.
Francuz nauczy się „bonjour” i nagle staje się ambasadorem dyplomacji.
Polak nauczy się „thanks” i już czuje się obywatelem świata.
