Ten, co mówi „miau” do mnie
Ludzie mają tę dziwną właściwość, że jeśli znają jedno słowo z obcego języka, od razu myślą, że mogą prowadzić głębokie rozmowy.
Francuz nauczy się „bonjour” i nagle staje się ambasadorem dyplomacji.
Polak nauczy się „thanks” i już czuje się obywatelem świata.
A człowiek, który mieszka pod moim oknem, zna jedno słowo z języka kotów i uważa, że między nami istnieje więź.To słowo?
Oczywiście: „miau”.
Oczywiście: „miau”.
I nie mówię tu o prawdziwym kocim „miau”, tym pięknym, aksamitnym, pełnym znaczeń.
Mówię o wersji ludzkiej, która brzmi jak:
– ktoś, kto udławił się parą skarpet,
– balon, który próbuje wydać dźwięk,
– człowiek, który właśnie odkrył, że jego krtań ma ograniczenia.
– balon, który próbuje wydać dźwięk,
– człowiek, który właśnie odkrył, że jego krtań ma ograniczenia.
To nie jest „miau”.
To jest zamach na mój język.
To jest zamach na mój język.
Każdy kot, który to słyszy, przeżywa wewnętrzny zawał ucha.
A jednak człowiek – ten konkretny, powtarzalny egzemplarz – podchodzi do mnie niemal codziennie, patrzy mi prosto w oczy, robi tę swoją minę jak uśmiechnięty ziemniak i mówi:
„Miauuuu?”
To nie jest pytanie.
To nie jest komunikacja.
To jest dźwięk, który powinien zostać w pudle z innymi porzuconymi pomysłami człowieka.
To nie jest komunikacja.
To jest dźwięk, który powinien zostać w pudle z innymi porzuconymi pomysłami człowieka.
Ludzie często pytają: „Dlaczego kot mnie ignoruje?”.
To proste.
Bo kiedy wydajesz z siebie coś, co brzmi jak skrzypiąca brama do garażu, nie zasługujesz na moją odpowiedź.
To proste.
Bo kiedy wydajesz z siebie coś, co brzmi jak skrzypiąca brama do garażu, nie zasługujesz na moją odpowiedź.
Gdy ja mówię „miau”, to ma sens.
Koty mówią „miau” w różnych kontekstach:
Koty mówią „miau” w różnych kontekstach:
– „Otwórz drzwi.”
– „Nakarm mnie.”
– „Zamknij drzwi.”
– „Zostaw mnie.”
– „Czemu jeszcze nie dałeś jedzenia?”
– „Nie dotykaj mnie tam.”
– „Dotykaj mnie tam, ale nie tak.”
– „Zastanawiam się, jak cię zrzucić z kanapy.”
– „Chcę, żebyś myślał, że cię lubię.”
– „Nakarm mnie.”
– „Zamknij drzwi.”
– „Zostaw mnie.”
– „Czemu jeszcze nie dałeś jedzenia?”
– „Nie dotykaj mnie tam.”
– „Dotykaj mnie tam, ale nie tak.”
– „Zastanawiam się, jak cię zrzucić z kanapy.”
– „Chcę, żebyś myślał, że cię lubię.”
Każde nasze „miau” to inna intencja.
To nauka, kultura, tradycja, system.
To język złożony, z mikrointonacji, subtelności, półtonów.
To nauka, kultura, tradycja, system.
To język złożony, z mikrointonacji, subtelności, półtonów.
A człowiek to wszystko sprowadza do jednego, smutnego:
„Miauuu?”
To „miauuu” ma w sobie desperację.
To „miauuu” ma w sobie nadzieję.
To „miauuu” brzmi, jakby człowiek błagał o akceptację.
To „miauuu” ma w sobie nadzieję.
To „miauuu” brzmi, jakby człowiek błagał o akceptację.
A ja…
Ja siedzę i patrzę na niego jak na kogoś, kto próbuje otworzyć słoik nie tą ręką.
Ja siedzę i patrzę na niego jak na kogoś, kto próbuje otworzyć słoik nie tą ręką.
Najgorsze jest to, że człowiek naprawdę wierzy, że to działa.
Jeśli ja zmrużę oczy, człowiek myśli:
„On odpowiedział!”
„On odpowiedział!”
Nie.
Ja po prostu próbuję zresetować mózg po tym, co właśnie usłyszałem.
Ja po prostu próbuję zresetować mózg po tym, co właśnie usłyszałem.
Jeśli poruszę ogonem, człowiek mówi:
„On mnie rozumie!”
„On mnie rozumie!”
Nie.
Ogon mi drgnął, bo mam nerwy.
Ogon mi drgnął, bo mam nerwy.
Kiedy odwracam się i odchodzę, człowiek rzuca:
„No weź, miau!”
„No weź, miau!”
To jest już kryminał.
To jest moment, w którym każdy kot w głębi duszy robi listę rzeczy, które zrzuci z szafki tej nocy.
Bo ja nie mówię po ludzku.
Nigdy.
Nie próbuję mówić „dzień dobry”.
Nie próbuję naśladować ich dźwięków.
Nie wchodzę w ich dialogi, nie mówię „okej”, nie mówię „no siema”.
To dlaczego oni mówią „miau”?
Nigdy.
Nie próbuję mówić „dzień dobry”.
Nie próbuję naśladować ich dźwięków.
Nie wchodzę w ich dialogi, nie mówię „okej”, nie mówię „no siema”.
To dlaczego oni mówią „miau”?
To jest tak, jakby kot podszedł do człowieka i powiedział:
„Cześć, jestem z waszego gatunku, bruh.”
„Cześć, jestem z waszego gatunku, bruh.”
Nie.
To jest absurd.
To jest absurd.
Człowiek nie rozumie jednej fundamentalnej różnicy:
Koty mówią „miau” do ludzi.
Koty nie mówią „miau” do siebie nawzajem.
Ludzie mówią „miau” do każdego kota, którego zobaczą.
Koty nie mówią „miau” do siebie nawzajem.
Ludzie mówią „miau” do każdego kota, którego zobaczą.
I już w tym zdaniu kryje się wszystko, co trzeba wiedzieć o człowieku.
Koty są inteligentne:
więc nauczyły się kilku dźwięków, żeby kierować ludzkim zachowaniem.
więc nauczyły się kilku dźwięków, żeby kierować ludzkim zachowaniem.
Ludzie są… sobą:
więc naśladują te dźwięki bez zrozumienia, jak śmiesznie brzmią.
więc naśladują te dźwięki bez zrozumienia, jak śmiesznie brzmią.
To bardzo ludzkie.
I bardzo nieskuteczne.
I bardzo nieskuteczne.
Najbardziej jednak bawi mnie to, że człowiek myśli, że jego „miau” jest unikalne.
Że ma talent.
Że „może on mówi po kociemu trochę lepiej niż inni”.
Że ma talent.
Że „może on mówi po kociemu trochę lepiej niż inni”.
Każdy z nich myśli, że jest wybrany.
Że ma dar.
Że kot w nim widzi kocie DNA.
Że ma dar.
Że kot w nim widzi kocie DNA.
Nie.
Nie widzę.
Widziałem kota, który brzmiał lepiej, gdy miał dwa miesiące i jadł za dużo karmy, a potem widział halucynacje.
Nie widzę.
Widziałem kota, który brzmiał lepiej, gdy miał dwa miesiące i jadł za dużo karmy, a potem widział halucynacje.
Człowiek, który mówi „miau”, brzmi jak:
– dziecko udające kota w przedstawieniu,
– aktor w reklamie mleka,
– ktoś, kto zapomniał, jak działa jego gardło.
– aktor w reklamie mleka,
– ktoś, kto zapomniał, jak działa jego gardło.
I najzabawniejsze jest to, że oni to robią z dumą.
Idą ulicą, widzą kota i mówią:
„Miau!”
„Miau!”
Do obcego kota!
Do istoty, która ich nie zna, nie lubi i nie prosiła o tę interakcję.
Do istoty, która ich nie zna, nie lubi i nie prosiła o tę interakcję.
To tak, jakby kot wszedł do autobusu i powiedział:
„Człowiek!”
„Człowiek!”
Patetycznie.
Ale powiem jedno:
jest w tym wszystkim pewien rodzaj ludzkiej naiwności, który mnie wzrusza.
Minimalnie.
Przez sekundę.
Jeśli akurat nie jestem głodny.
jest w tym wszystkim pewien rodzaj ludzkiej naiwności, który mnie wzrusza.
Minimalnie.
Przez sekundę.
Jeśli akurat nie jestem głodny.
Bo człowiek, który mówi „miau”, robi to z jednego powodu:
chce być częścią naszego świata.
chce być częścią naszego świata.
I kiedy tak stoi przede mną, wydając z siebie dźwięk jak źle skalibrowany czajnik, ja przez chwilę patrzę na niego z politowaniem, ale też z odrobiną współczucia.
Tylko odrobiną.
Bez przesady.
Bez przesady.
Bo w moim języku nie ma słowa, które znaczy:
„Miło, że próbujesz, ale przestań natychmiast.”
„Miło, że próbujesz, ale przestań natychmiast.”
Więc kiedy człowiek mówi „miau”, ja robię to, co każdy dumny kot robi najlepiej:
odwracam się,
idę w drugą stronę
i zostawiam go z jego interpretacją ciszy.
idę w drugą stronę
i zostawiam go z jego interpretacją ciszy.
Bo czasem cisza znaczy:
„Nie ośmieszaj się.”
„Nie ośmieszaj się.”
A czasem:
„Zapłacisz za to nocą.”
„Zapłacisz za to nocą.”
Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej

Są dziwne zjawiska na świecie: ludzie, którzy biegają „dla przyjemności”, papugi, które potrafią powiedzieć „dzień dobry” lepiej niż ich właściciele, oraz sałata – jedzona z własnej woli.
Ale jest jedno zjawisko, które przebija to wszystko.
Jeden człowiek, który wywołuje we mnie cichą mieszankę zdumienia, irytacji i współczucia.
Kociarz, który… nie ma kota.
