Przejdź do treści

Ten, co mówi „miau” do mnie - Kocierewiry – Tu kot mówi ostatnie słowo

Pomiń menu
www.KocieRewiry.pl
kontakt@kocierewiry.pl
Pomiń menu
Ten, co mówi „miau” do mnie

Ludzie mają tę dziwną właściwość, że jeśli znają jedno słowo z obcego języka, od razu myślą, że mogą prowadzić głębokie rozmowy.

Francuz nauczy się „bonjour” i nagle staje się ambasadorem dyplomacji.

Polak nauczy się „thanks” i już czuje się obywatelem świata.

A człowiek, który mieszka pod moim oknem, zna jedno słowo z języka kotów i uważa, że między nami istnieje więź.

To słowo?
Oczywiście: „miau”.
I nie mówię tu o prawdziwym kocim „miau”, tym pięknym, aksamitnym, pełnym znaczeń.

Mówię o wersji ludzkiej, która brzmi jak:
– ktoś, kto udławił się parą skarpet,
– balon, który próbuje wydać dźwięk,
– człowiek, który właśnie odkrył, że jego krtań ma ograniczenia.

To nie jest „miau”.
To jest zamach na mój język.

Każdy kot, który to słyszy, przeżywa wewnętrzny zawał ucha.
A jednak człowiek – ten konkretny, powtarzalny egzemplarz – podchodzi do mnie niemal codziennie, patrzy mi prosto w oczy, robi tę swoją minę jak uśmiechnięty ziemniak i mówi:
„Miauuuu?”
To nie jest pytanie.
To nie jest komunikacja.
To jest dźwięk, który powinien zostać w pudle z innymi porzuconymi pomysłami człowieka.

Ludzie często pytają: „Dlaczego kot mnie ignoruje?”.
To proste.
Bo kiedy wydajesz z siebie coś, co brzmi jak skrzypiąca brama do garażu, nie zasługujesz na moją odpowiedź.

Gdy ja mówię „miau”, to ma sens.
Koty mówią „miau” w różnych kontekstach:
– „Otwórz drzwi.”
– „Nakarm mnie.”
– „Zamknij drzwi.”
– „Zostaw mnie.”
– „Czemu jeszcze nie dałeś jedzenia?”
– „Nie dotykaj mnie tam.”
– „Dotykaj mnie tam, ale nie tak.”
– „Zastanawiam się, jak cię zrzucić z kanapy.”
– „Chcę, żebyś myślał, że cię lubię.”

Każde nasze „miau” to inna intencja.
To nauka, kultura, tradycja, system.
To język złożony, z mikrointonacji, subtelności, półtonów.

A człowiek to wszystko sprowadza do jednego, smutnego:
„Miauuu?”
To „miauuu” ma w sobie desperację.
To „miauuu” ma w sobie nadzieję.
To „miauuu” brzmi, jakby człowiek błagał o akceptację.
A ja…
Ja siedzę i patrzę na niego jak na kogoś, kto próbuje otworzyć słoik nie tą ręką.

Najgorsze jest to, że człowiek naprawdę wierzy, że to działa.
Jeśli ja zmrużę oczy, człowiek myśli:
„On odpowiedział!”

Nie.
Ja po prostu próbuję zresetować mózg po tym, co właśnie usłyszałem.
Jeśli poruszę ogonem, człowiek mówi:
„On mnie rozumie!”
Nie.
Ogon mi drgnął, bo mam nerwy.
Kiedy odwracam się i odchodzę, człowiek rzuca:
„No weź, miau!”
To jest już kryminał.

To jest moment, w którym każdy kot w głębi duszy robi listę rzeczy, które zrzuci z szafki tej nocy.
Bo ja nie mówię po ludzku.
Nigdy.
Nie próbuję mówić „dzień dobry”.
Nie próbuję naśladować ich dźwięków.
Nie wchodzę w ich dialogi, nie mówię „okej”, nie mówię „no siema”.
To dlaczego oni mówią „miau”?
To jest tak, jakby kot podszedł do człowieka i powiedział:
„Cześć, jestem z waszego gatunku, bruh.”
Nie.
To jest absurd.

Człowiek nie rozumie jednej fundamentalnej różnicy:
Koty mówią „miau” do ludzi.
Koty nie mówią „miau” do siebie nawzajem.
Ludzie mówią „miau” do każdego kota, którego zobaczą.

I już w tym zdaniu kryje się wszystko, co trzeba wiedzieć o człowieku.
Koty są inteligentne:
więc nauczyły się kilku dźwięków, żeby kierować ludzkim zachowaniem.

Ludzie są… sobą:
więc naśladują te dźwięki bez zrozumienia, jak śmiesznie brzmią.
To bardzo ludzkie.
I bardzo nieskuteczne.

Najbardziej jednak bawi mnie to, że człowiek myśli, że jego „miau” jest unikalne.
Że ma talent.
Że „może on mówi po kociemu trochę lepiej niż inni”.
Każdy z nich myśli, że jest wybrany.
Że ma dar.
Że kot w nim widzi kocie DNA.

Nie.
Nie widzę.
Widziałem kota, który brzmiał lepiej, gdy miał dwa miesiące i jadł za dużo karmy, a potem widział halucynacje.

Człowiek, który mówi „miau”, brzmi jak:
– dziecko udające kota w przedstawieniu,
– aktor w reklamie mleka,
– ktoś, kto zapomniał, jak działa jego gardło.

I najzabawniejsze jest to, że oni to robią z dumą.
Idą ulicą, widzą kota i mówią:
„Miau!”
Do obcego kota!
Do istoty, która ich nie zna, nie lubi i nie prosiła o tę interakcję.
To tak, jakby kot wszedł do autobusu i powiedział:
„Człowiek!”
Patetycznie.

Ale powiem jedno:
jest w tym wszystkim pewien rodzaj ludzkiej naiwności, który mnie wzrusza.
Minimalnie.
Przez sekundę.
Jeśli akurat nie jestem głodny.

Bo człowiek, który mówi „miau”, robi to z jednego powodu:
chce być częścią naszego świata.
I kiedy tak stoi przede mną, wydając z siebie dźwięk jak źle skalibrowany czajnik, ja przez chwilę patrzę na niego z politowaniem, ale też z odrobiną współczucia.
Tylko odrobiną.
Bez przesady.

Bo w moim języku nie ma słowa, które znaczy:
„Miło, że próbujesz, ale przestań natychmiast.”
Więc kiedy człowiek mówi „miau”, ja robię to, co każdy dumny kot robi najlepiej:
odwracam się,
idę w drugą stronę
i zostawiam go z jego interpretacją ciszy.
Bo czasem cisza znaczy:
„Nie ośmieszaj się.”
A czasem:
„Zapłacisz za to nocą.”



Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej



Są dziwne zjawiska na świecie: ludzie, którzy biegają „dla przyjemności”, papugi, które potrafią powiedzieć „dzień dobry” lepiej niż ich właściciele, oraz sałata – jedzona z własnej woli.
Ale jest jedno zjawisko, które przebija to wszystko.
Jeden człowiek, który wywołuje we mnie cichą mieszankę zdumienia, irytacji i współczucia.
Kociarz, który… nie ma kota.



Jeśli ten felieton cię rozbawił, zirytował albo chociaż
nie zasnąłeś przed końcem,możesz postawić mi Kawę.

BLIK od 2 zł. Ja wezmę mleczko, człowiek dostanie czarną









© Kocierewiry.pl – Wszystkie prawa zachowane. Niestety.
Regulamin kota danych
Regulamin kota danych
Wróć do spisu treści