Kociarz, który nie ma kota
Są dziwne zjawiska na świecie: ludzie, którzy biegają „dla przyjemności”, papugi, które potrafią powiedzieć „dzień dobry” lepiej niż ich właściciele, oraz sałata – jedzona z własnej woli.
Ale jest jedno zjawisko, które przebija to wszystko.
Ale jest jedno zjawisko, które przebija to wszystko.
Jeden człowiek, który wywołuje we mnie cichą mieszankę zdumienia, irytacji i współczucia.
Kociarz, który… nie ma kota.
Tak.Istota, która zbudowała całą swoją tożsamość wokół gatunku, z którym nigdy nie mieszkała.
Kult bez bóstwa.
Kościół bez ołtarza.
Fan klub bez członków.
To jakby ktoś twierdził, że kocha morze, ale boi się wody – i jeszcze chwali się tym na spotkaniach towarzyskich.
Zwykle wygląda to tak:
człowiek spotyka mnie na ulicy, jego oczy zapalają się jak diody w tanich lampkach świątecznych, pochyla się, wzdycha:
„Ojejku, jaki słodziak… ja kocham koty!”
człowiek spotyka mnie na ulicy, jego oczy zapalają się jak diody w tanich lampkach świątecznych, pochyla się, wzdycha:
„Ojejku, jaki słodziak… ja kocham koty!”
A ja patrzę na niego i myślę:
„To czemu żadnego nie masz? Bo ja jestem zajęty.”
„To czemu żadnego nie masz? Bo ja jestem zajęty.”
Ale on już jedzie dalej.
To jest gatunek, który uwielbia opowiadać.
„Wiesz, kiedyś miałem kotka u babci.”
„My z partnerką planujemy!”.
„Jak tylko zmienimy mieszkanie…”.
„Jak tylko skończę pracę zmianową…”.
„Jak tylko kupię odpowiednią kuwetę…”.
„Wiesz, kiedyś miałem kotka u babci.”
„My z partnerką planujemy!”.
„Jak tylko zmienimy mieszkanie…”.
„Jak tylko skończę pracę zmianową…”.
„Jak tylko kupię odpowiednią kuwetę…”.
Zawsze jakieś „jak tylko”, jakby kot był zadaniem na liście „ambitne cele na emeryturę”.
A ja siedzę na tym swoim parapecie i widzę wszystko.
Widzę, że on ma czas.
Widzę, że ma pieniądze na rower za siedem tysięcy.
Widzę, że ma miejsce – całe dwa pokoje, jeden pustszy niż jego argumenty.
Widzę, że ma kubek z kotem, notes z kotem i torbę na zakupy z napisem „cat dad”.
Widzę, że on ma czas.
Widzę, że ma pieniądze na rower za siedem tysięcy.
Widzę, że ma miejsce – całe dwa pokoje, jeden pustszy niż jego argumenty.
Widzę, że ma kubek z kotem, notes z kotem i torbę na zakupy z napisem „cat dad”.
Tylko kota brak.
Najważniejszego elementu układanki.
Najważniejszego elementu układanki.
Człowiek ten, kociarz-teoretyk, uwielbia powtarzać, że zna koty.
Że „zna duszę kota”, że „rozumie ich niezależność”, że „czuje ten vibe”.
On czuje vibe.
Że „zna duszę kota”, że „rozumie ich niezależność”, że „czuje ten vibe”.
On czuje vibe.
Ja czuję łgarstwo.
Bo rozpoznać prawdziwego kociarza jest bardzo łatwo:
ma na sobie futro, którego nie da się usunąć nawet przemysłowym odkurzaczem,
ma lekką traumę związaną z tym, że kiedyś w nocy na jego klatkę piersiową wskoczył kot
i ma oczy, które już dawno pogodziły się z faktem, że pewne decyzje w jego domu nigdy nie będą należeć do niego.
ma na sobie futro, którego nie da się usunąć nawet przemysłowym odkurzaczem,
ma lekką traumę związaną z tym, że kiedyś w nocy na jego klatkę piersiową wskoczył kot
i ma oczy, które już dawno pogodziły się z faktem, że pewne decyzje w jego domu nigdy nie będą należeć do niego.
A kociarz bez kota…
jest czysty.
Za czysty.
Tak czysty, że aż podejrzany.
jest czysty.
Za czysty.
Tak czysty, że aż podejrzany.
Nie pachnie karmą.
Nie ma śladów zębów na kablach.
Nie ma drapanego narożnika kanapy.
Nie rozumie, czym jest bycie budzonym o 4:12 bez powodu.
Nie ma śladów zębów na kablach.
Nie ma drapanego narożnika kanapy.
Nie rozumie, czym jest bycie budzonym o 4:12 bez powodu.
Kiedy mówię „bez powodu”, mam oczywiście na myśli powód koci, czyli powód święty.
Człowiek nie ogarnia.
Ale on – kociarz bez kota – ogarnia jeszcze mniej.
On wie tylko tyle, ile przeczytał.
A to jest dramat.
On wie tylko tyle, ile przeczytał.
A to jest dramat.
Kiedy człowiek uczy się o kotach z internetu, to jest jak uczenie się o fizyce kwantowej z memów.
Teoretycznie coś wie.
Praktycznie – nic nie działa.
Teoretycznie coś wie.
Praktycznie – nic nie działa.
On wierzy, że koty „są ciche”.
Że „szanują przestrzeń”.
Że „lubią ciepłe kolanka”.
Że „szanują przestrzeń”.
Że „lubią ciepłe kolanka”.
Potem przychodzi praktyka i kot pluje na te wszystkie teorie jak na odkurzacz.
Prawdziwy kociarz żyje w świecie, w którym:
– kot budzi go trzy razy, żeby otworzył drzwi,
– a potem trzy razy, żeby je zamknąć,
– a potem trzy razy, żeby je zamknąć,
– kot chce wejść do łazienki,
– ale gdy drzwi się otworzą, odchodzi godnie, jakby to człowiek był dziwny,
– ale gdy drzwi się otworzą, odchodzi godnie, jakby to człowiek był dziwny,
– kot ignoruje zabawkę za 80 zł,
– ale jest gotów zabić za papierek po ogórkach,
– ale jest gotów zabić za papierek po ogórkach,
– kot mruczy, a potem ugryzie,
– bo emocje są skomplikowane.
– bo emocje są skomplikowane.
Tego kociarz bez kota nie zna.
On zna tylko zdjęcia.
Tylko obrazki.
On zna teorię kotów, ale nie zna kotów.
On zna tylko zdjęcia.
Tylko obrazki.
On zna teorię kotów, ale nie zna kotów.
I właśnie dlatego jest niebezpiecznie pewny siebie.
Najgorsze jest to, że tacy ludzie opowiadają innym, jak „to jest mieć kota”.
Na przykład na imprezach.
Zaciągają się winem za dwadzieścia złotych i mówią:
„Ja to kocham koty, one takie niezależne, takie spokojne, takie misterne…”
Na przykład na imprezach.
Zaciągają się winem za dwadzieścia złotych i mówią:
„Ja to kocham koty, one takie niezależne, takie spokojne, takie misterne…”
Misterne?
MISTERNE?
W którym miejscu?
Gdy zrzucają szklanki z półki?
Gdy drą się do pustej ściany o 3:00 w nocy?
Gdy robią sprint po mieszkaniu, jakby ścigał je demon?
Gdy wylądują na twojej twarzy, bo śniło im się coś zbyt intensywnie?
Gdy zrzucają szklanki z półki?
Gdy drą się do pustej ściany o 3:00 w nocy?
Gdy robią sprint po mieszkaniu, jakby ścigał je demon?
Gdy wylądują na twojej twarzy, bo śniło im się coś zbyt intensywnie?
Spokojne.
Jasne.
Jak huragan w futrze.
Jasne.
Jak huragan w futrze.
Kociarz bez kota to taki człowiek, który żyje obrazem, nie rzeczywistością.
On lubi koty wyobrażone.
Wersję idealną.
Wersję z filmów i memów.
On lubi koty wyobrażone.
Wersję idealną.
Wersję z filmów i memów.
Problem polega na tym, że gdyby faktycznie zamieszkał z prawdziwym kotem, jego romantyczne fantazje rozpadłyby się w dwie godziny.
Najpierw dlatego, że kot wcale nie chce, żeby go głaskać.
A jeśli chce, to nie tam, gdzie on myśli.
I nie wtedy, kiedy on chce.
I nie tak długo, jak mu się wydaje.
A jeśli chce, to nie tam, gdzie on myśli.
I nie wtedy, kiedy on chce.
I nie tak długo, jak mu się wydaje.
A potem dlatego, że kot zrobi coś nieokreślonego, patrząc mu w oczy z wyrazem twarzy, który mówi:
„Tak, zrobiłem to. I?”.
„Tak, zrobiłem to. I?”.
Kociarz bez kota nie jest gotowy na życie z istotą, która nie ma w sobie ani grama poczucia winy.
Żadnego.
Zero.
Null.
Wina jest dla ludzi.
Żadnego.
Zero.
Null.
Wina jest dla ludzi.
Widzę go czasem pod blokiem.
Mówi do mnie: „Hej kotku!”.
Macham ogonem.
Patrzę na niego uważnie.
Tak uważnie, jak patrzy się na kogoś, kto mówi, że jest pilotem, bo często lata samolotem jako pasażer.
Mówi do mnie: „Hej kotku!”.
Macham ogonem.
Patrzę na niego uważnie.
Tak uważnie, jak patrzy się na kogoś, kto mówi, że jest pilotem, bo często lata samolotem jako pasażer.
I wtedy on mówi:
„Ja bym tak bardzo chciał mieć kota… tylko wiesz, jeszcze nie teraz.”
„Ja bym tak bardzo chciał mieć kota… tylko wiesz, jeszcze nie teraz.”
Nie teraz.
To „nie teraz” trwa od sześciu lat.
To „nie teraz” trwa od sześciu lat.
Wtedy już wiem, że nic z tego nie będzie.
Ten człowiek nie potrzebuje kota.
Ten człowiek potrzebuje fantazji o kocie.
A to dwie różne rzeczy.
Ten człowiek nie potrzebuje kota.
Ten człowiek potrzebuje fantazji o kocie.
A to dwie różne rzeczy.
Czasem zastanawiam się, skąd się biorą tacy ludzie.
Może boją się odpowiedzialności.
Może boją się, że kot ich oceni.
A może – i to najbardziej prawdopodobne – kot już ich ocenił wcześniej i uznał: „nie nadajesz się”.
Może boją się odpowiedzialności.
Może boją się, że kot ich oceni.
A może – i to najbardziej prawdopodobne – kot już ich ocenił wcześniej i uznał: „nie nadajesz się”.
Koty mają instynkt.
Koty wybierają.
Koty decydują.
Koty wybierają.
Koty decydują.
Może kiedyś jakiś kot, z jakiejś ulicy, spojrzał na tego człowieka i pomyślał:
„Z tobą nie idę”.
I tyle.
Los przesądzony.
„Z tobą nie idę”.
I tyle.
Los przesądzony.
Ale jedna rzecz jest pewna:
kociarz bez kota żyje w świecie idealnych kotów, a nie prawdziwych.
A prawdziwy kot…
prawdziwy kot uwielbia psuć obraz, mieszać w planach, drapać kanapy, patrzeć z lekceważeniem i wchodzić na klawiaturę w najgorszym możliwym momencie.
A potem robić to znowu.
kociarz bez kota żyje w świecie idealnych kotów, a nie prawdziwych.
A prawdziwy kot…
prawdziwy kot uwielbia psuć obraz, mieszać w planach, drapać kanapy, patrzeć z lekceważeniem i wchodzić na klawiaturę w najgorszym możliwym momencie.
A potem robić to znowu.
Czy kociarz bez kota jest zły?
Nie.
Jest tylko niekompletny.
Jak książka bez ostatniego rozdziału.
Jak kubek bez kawy.
Jak mieszkanie bez futra.
Nie.
Jest tylko niekompletny.
Jak książka bez ostatniego rozdziału.
Jak kubek bez kawy.
Jak mieszkanie bez futra.
Bo dopóki naprawdę nie zamieszka z kotem, dopóty będzie żył w świecie fantazji i teorii.
A teoria to nie jest kot.
Teoria nie budzi cię o czwartej rano.
Teoria nie zrzuca czegoś ze stołu.
Teoria nie patrzy na ciebie z lodowatą pogardą, gdy powiesz „miau”.
Teoria nie budzi cię o czwartej rano.
Teoria nie zrzuca czegoś ze stołu.
Teoria nie patrzy na ciebie z lodowatą pogardą, gdy powiesz „miau”.
Prawdziwy kot – to życie.
A kociarz, który nie ma kota…
ciągle czeka, żeby to życie wybrało jego.
A kociarz, który nie ma kota…
ciągle czeka, żeby to życie wybrało jego.
Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej

Są na świecie ludzie naiwni, są ludzie zgubieni, są tacy, którzy wierzą w horoskopy…
i jest on.
i jest on.
Człowiek, który uważa, że kot bawi się tym, co człowiek mu kupi.
To nie jest zwykły człowiek.
To jest gatunek, podgatunek i przypadek kliniczny jednocześnie.
To jest gatunek, podgatunek i przypadek kliniczny jednocześnie.
