Przejdź do treści

A potem i tak wszystko zwalamy ze stołu - Kocierewiry – Tu kot mówi ostatnie słowo

www.KocieRewiry.pl
kontakt@kocierewiry.pl
Pomiń menu
Pomiń menu
A potem i tak wszystko zwalamy ze stołu

Zanim człowiek odkrył, że może postawić przedmiot na stole, świat był prosty. Rzeczy leżały tam, gdzie upadły. Koty też. A potem Homo sapiens spojrzał na blat, powiedział „o, ale ładnie wygląda wysoko” i w tej chwili stworzył nam nową zabawkę. Wysokość jest zaproszeniem. A zaproszeń ignorować nie wypada.

Człowiek traktuje stół jak ołtarz, do którego kot nie ma prawa się zbliżyć. To ich święte miejsce: centrum dowodzenia, scena kontroli, dowód, że „panują nad przestrzenią”. Jakby to, gdzie stoi kubek, świadczyło o ich kompetencjach życiowych. I za każdym razem, gdy kot wskakuje na stół, człowiek reaguje tak, jakby kot właśnie złożył mu wypowiedzenie umowy o wspólnym zamieszkiwaniu.

A przecież my tylko testujemy fizykę.
Dla nauki.
Dla tradycji.
Dla zachowania równowagi w kosmosie.

Oni wierzą, że przedmioty mają swoje „miejsce”. My wiemy, że miejsce jest tymczasowe. Jeśli coś stoi na stole, oznacza to, że prędzej czy później spadnie. I najlepiej, jeśli wydarzy się to w kontrolowanych, eksperckich warunkach: pod nadzorem kota.

Człowiek twierdzi, że kot zrzuca przedmioty „dla zabawy”. To jest jedynie wierzchni listek figowy ich niezrozumienia. Prawda jest bardziej wyrafinowana. Zrzucanie przedmiotów to komunikacja wielopoziomowa:
– przekaz emocjonalny,
– manifestacja obecności,
– ocena konstrukcji stołu,
– i subtelna forma terapii dla człowieka, który musi nauczyć się odpuszczać.

Pierwszy etap rytuału to wejście na stół.
Człowiek w tym momencie nieruchomieje. Zmienia twarz, jakby dostał cynk z Urzędu Skarbowego. „Nie ruszaj tego”, mówi, ale to tylko desperacki szept. Piękno polega na tym, że człowiek wie, że nic nie wskóra, a mimo to próbuje — jakby grał w teatrze, w którym nie ma już widowni, ale nadal recytuje.
Kot siada.
Kot patrzy.
Kot analizuje.

Zaczyna się drugi etap: wybór ofiary.
Ludzie myślą, że to przypadek. Że kot machnie łapą do pierwszej lepszej rzeczy. Biedni, ograniczeni obserwatorzy rzeczywistości. Wybór jest precyzyjny. Najczęściej wybieramy:
– rzeczy, które błyszczą,
– rzeczy, które służą do picia gorących płynów,
– rzeczy, które człowiek wcześniej dotykał z czułością,
– rzeczy, którym człowiek nadał emocjonalne znaczenie.
Bo kot wie coś, czego człowiek nie przyjmuje do wiadomości: emocjonalne przywiązanie to najsłabsze ogniwo ludzkiego systemu obronnego.

Trzeci etap to przysunięcie łapy.
Powolne, ceremonialne, pełne metafizyki.
Człowiek robi w tym czasie minę, którą można by wykorzystać jako materiał edukacyjny do zajęć z psychologii stresu. Pojawia się błaganie, negocjacja, próba odwrócenia uwagi. To komiczne, bo każdy z tych manewrów potwierdza tylko jedno: władza jest po stronie kota.

A potem… dotyk.
Nie mocny.
Nie szybki.
Symboliczny.
Przedmiot przesuwa się o milimetr.
Człowiek dostaje mikro-zawału.
Kot wie, że przedstawienie się rozpoczęło.

Teraz czwarty etap: zrzucenie.
Przedmiot spada.
Człowiek wydaje z siebie dźwięk, który przypomina skrzyżowanie płaczu z wyrzutem sumienia.
Kot patrzy z góry i analizuje trajektorię lotu, jakby przeprowadzał eksperyment naukowy w imię postępu cywilizacyjnego.

Nie chodzi o to, co spadło.
Chodzi o to, co zostało odsłonięte: prawdziwa emocjonalna konstrukcja człowieka.
Ich poczucie kontroli, ich przywiązanie, ich nadzieja, że tym razem „kot już zrozumie”.

A kot rozumie doskonale.
I dlatego to robi — bo rozumie aż za bardzo.

Człowiek próbuje przeciwdziałać:
– przesuwa rzeczy od krawędzi,
– ustawia miseczki pośrodku stołu,
– wprowadza zakazy,
– błaga,
– stawia dekoracje wyżej, dalej, ciężej.

Nie rozumie jednego: kot nie działa na zasadzie „blisko — daleko”. Kot działa na zasadzie „możliwe — zrobię”. Jeśli coś stoi wyżej niż kot, kot musi je sprawdzić. To nie jest kaprys. To jest prawa fizyki ujęte w kocią konstytucję.

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że człowiek nigdy nie wyciąga wniosków.
Nawet kiedy zrzucamy tę samą rzecz piąty raz, oni nadal próbują. Może tym razem ustawią ją inaczej. Może dalej od krawędzi. Może „to już nie będzie kusiło”. Mistrzu, jeśli coś nie kusi kota, to znaczy, że jest to przedmiot nieistniejący.

I teraz najpiękniejsza część: filozofia upadku.
Koty nie zrzucają rzeczy, bo lubią hałas.
Zrzucamy je, bo przypominamy człowiekowi o kruchości ich porządku.
O tym, że kontrola jest iluzją.
O tym, że chaos istnieje w każdym domu i że na jego czele stoi futrzaste bóstwo z wąsami.

Upadek przedmiotu to dla człowieka tragedia.
Dla kota — przypomnienie, że świat jest żywy.
Bo kot zna prawdę:
Rzeczy stoją po to, żeby mogły spaść.
Człowiek stoi po to, żeby na to zareagować.
A kot istnieje po to, żeby tę reakcję wywołać.
To odwieczny, święty układ społeczny.

I choć człowiek będzie próbował wszystkiego, by utrzymać swoje rzeczy w pionie — silikonowe maty, ciężkie podstawki, „niezrzucalne” miski, zakazy i modlitwy — kot zawsze odnajdzie sposób. Czemu? Bo kot działa nie według zasad fizycznych, ale według zasad sensu. A sens jest prosty:
Co jest na stole, jest tymczasowe.
Co jest na krawędzi, jest przeznaczone.
Co człowiek chroni — spadnie pierwsze.
Bo kot rządzi, a stół to jego scena.




Na marginesie
Jeśli ten felieton Ci się podobał, to w książce
👉 Jak (nie) wytresować kota
jest tego więcej.
W kocim stylu. 30 rozdziałów ironii, humoru i sytuacji, które znasz aż za dobrze.

Jeśli zamiast śmiechu masz konkretny problem z kotem —
👉 zajrzyj do poradników
krótko, konkretnie i bez gadania.



Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej



Są w życiu kota chwile, które zostają w pamięci jak pazur w kanapie.
Pierwszy raz, kiedy zrozumiał, że miska nie napełnia się sama.
Pierwszy raz, kiedy człowiek włączył odkurzacz i wysłał w kosmos cztery pokolenia kocich nerwów.
Ale nic — absolutnie nic — nie równa się temu, kiedy człowiek postanawia ubrać kota w sweterek.
Tak, sweterek.
Dla kota.



Jeśli ten felieton cię rozbawił, zirytował albo chociaż
nie zasnąłeś przed końcem,możesz postawić mi Kawę.

BLIK od 2 zł. Ja wezmę mleczko, człowiek dostanie czarną









Wróć do spisu treści