Przejdź do treści

Piesi – inna forma planktonu - Kocierewiry – Tu kot mówi ostatnie słowo

Pomiń menu
www.KocieRewiry.pl
kontakt@kocierewiry.pl
Pomiń menu
Piesi – inna forma planktonu

Pieszy to stworzenie, które siebie uważa za „pełnoprawnego uczestnika ruchu”.

Ja, kot, uważam go raczej za miejską wersję planktonu: niby istnieje, niby coś robi, ale głównie przesuwa się bez ładu i składu, zajmując przestrzeń i wywołując chaos. Patrzę na nich z parapetu i czasem mam wrażenie, że miasto działa tylko dlatego, że koty nie biorą w tym udziału.

Pieszy nie ma jednego trybu poruszania się. On ma całą playlistę absurdów.

Najpopularniejszy jest Tryb Ślimaczy: człowiek idzie wolno, ale udaje, że się spieszy. Szur, szur, krok, zawahanie, poprawienie kaptura, spojrzenie w telefon. Z boku wygląda to jak animacja zacięta na dwóch klatkach na sekundę. A potem taki osobnik dziwi się, że kierowcy chcą go rozjechać wzrokiem.

Drugi klasyk: Tryb Stado. Jedna osoba idzie ok, dwie już robią tłok, ale trzy? Trzy potrafią zablokować chodnik, przejście, skrzyżowanie, a nawet zdrowy rozsądek. Stoją, gadają, śmieją się, wymachują rękami i robią wszystko, żeby nikt nie mógł ich ominąć. Kot patrzy i wie: to nie komunikacja. To rytuał przetrwania. Kto zostanie z tyłu, ten przegra walkę o dominację w grupie. U ludzi to chyba działa, bo zawsze idą gęsiego tylko wtedy, gdy nikt ich nie obserwuje.

Najbardziej jednak kocham Tryb Zwrot Bez Ostrzeżenia. Pieszy idzie prosto, świat wydaje się poukładany, a tu nagle pyk – zmiana kierunku pod kątem dziewięćdziesięciu stopni, bez patrzenia, bez myślenia, jakby dostał nagły komunikat w stylu: „nowa misja: idź tam, gdzie nikogo to nie interesuje”. Gdyby kot tak robił, miałby już trzy mniej żyć na koncie.

Zdecydowanie uroczy, w swoim tragicznym sensie, jest też Tryb Telefoniczny Zombie. Pieszy wpatrzony w ekran, sunący jak cień po świeżo umytej podłodze. On nie widzi miasta. On nie widzi ludzi. On ledwo widzi własne nogi. Kiedy taki osobnik zderza się z latarnią, kot mruczy. Ze szczerej satysfakcji. Natura jednak zawsze znajdzie sposób, by wyregulować populację planktonu.

Ale prawdziwy crème de la crème pieszej głupoty dzieje się na przejściach. Pieszy stoi na skraju ulicy i włącza Tryb Dzika Nadzieja: noga do przodu, krok w tył, krok w bok, spojrzenie w telefon, splecione ręce, duma, panika – wszystko jednocześnie. Kierowca nie wie, co zrobić. Kot wie: obserwować i nie interweniować, bo może być śmiesznie.

Jest jeszcze Tryb Buntownika. Czerwone światło? Pieszy uznaje to za propozycję. Samochody jadą? „To nic, oni mają hamulce”. I rusza. Dumnie. Powoli. Z miną, jakby był bohaterem własnego filmu akcji. Ja patrzę i naprawdę zaczynam rozumieć, skąd wzięło się powiedzenie „ma dziewięć żyć”. Ludzie ewidentnie próbują dorównać kotom.

Wart wspomnienia jest również Tryb Matka z Wózkiem, znany też jako Tryb Czołg. Tu nie ma kompromisów. Ona jedzie. A przed nią tylko dwa rodzaje istot: te, które zdążą uskoczyć, i te, które będą miały nauczkę. Kot nie ma z tym problemu – ja robię unik tak szybki, że wózek widzi tylko smugę futra. Człowiek jest mniej zwinny, a bardziej zdziwiony.

Na końcu tej ewolucyjnej piramidy stoi Tryb Turysta. To osobny podgatunek. On zatrzymuje się nagle, patrzy w górę, kręci się wokół własnej osi jak zepsuty wiatrak i pyta siebie: „gdzie ja właściwie jestem?”. Kot obserwuje to z rozbawieniem. Turyści zawsze wyglądają, jakby pierwszy raz wyszli z domu. A często to są ludzie, którzy wyszli z hotelu trzy minuty temu.

I wiesz co, mimo tych wszystkich absurdów jedno trzeba pieszym oddać: potrafią być zabawni.

Niezgrabni, nieprzewidywalni, chaotyczni – ale przez to doskonale nadają się na tło miejskiej opery komicznej. Ja mam z nich kupę frajdy. Patrzę, komentuję, czasem nawet współczuję… ale głównie się bawię.

Bo w tym całym ekosystemie miejskim pieszy naprawdę jest jak plankton: bez niego wszystko by się posypało, ale nikt nie traktuje go poważnie.

I może słusznie.
Kot ma przecież ważniejsze rzeczy do roboty niż analizowanie ludzkiego chodzenia.
Choć, przyznaję, obserwowanie tego nadal jest świetną rozrywką.



Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej



Sklep na rogu to nie jest zwykłe miejsce.
To miejskie obserwatorium ludzkiej natury, laboratorium desperacji, ołtarz wieczornych marzeń i porannych wyrzutów sumienia. W dzień udaje normalność: chleb, woda, gazety, kotlet w folii, którego nawet ja bym powąchał z lekkim sceptycyzmem



Jeśli ten felieton cię rozbawił, zirytował albo chociaż
nie zasnąłeś przed końcem,możesz postawić mi Kawę.

BLIK od 2 zł. Ja wezmę mleczko, człowiek dostanie czarną









© Kocierewiry.pl – Wszystkie prawa zachowane. Niestety.
Regulamin kota danych
Regulamin kota danych
Wróć do spisu treści