Nie wiem, kto wymyślił, że ludzie to „istoty rozumne”. Wystarczy spojrzeć na ich śmieci, żeby wiedzieć, że z rozumem to oni są na „dzień dobry”, ale na „do widzenia” już nie bardzo. Śmieci to lustro człowieka. Tylko brzydsze, pachnące gorzej i o wiele bardziej szczere.
Z mojego parapetu widzę śmietnik jak na dłoni. To nie jest zwykłe miejsce. To ołtarz ludzkiego chaosu. Tam trafia wszystko, czego człowiek żałuje, wszystko, czego nie chce pamiętać, i wszystko, co kupił po 22:00 w sklepie nocnym, myśląc, że „przyda się”. A potem nastaje poranek i nagle okazuje się, że nikomu nie potrzebne były ani chipsy z serem trzech światów, ani batonik wielkości cegły, ani plastikowy miecz świetlny z promocji. Wtedy – trach – lecą do śmieci.Śmietnik jest najbardziej szczerym miejscem w mieście.
Nie udaje, nie filtruje, nie wygładza.
Pokazuje człowieka w wersji RAW.
Nie udaje, nie filtruje, nie wygładza.
Pokazuje człowieka w wersji RAW.
Weźmy segregację śmieci. Ludzie wymyślili sobie pięć pojemników: żółty, zielony, niebieski, brązowy i czarny. Piękna teoria. A praktyka? Wygląda to jak konkurs „kto wrzuci gorzej”. Plastik trafia do szkła, szkło do zmieszanych, a zmieszane do sąsiada. I zawsze, ZAWSZE, ktoś zostawi obok kontenera worek pełen odpadów z miną „przecież to prawie dobrze”.
Kot nie musi segregować niczego, a i tak robi to lepiej. Mięso – tak. Plastik – nie. Proste.
Ale moi ulubieni są ci z misją. Ludzie, którzy wychodzą ze śmieciami jak na wyprawę ekspedycyjną. Idą, dzierżąc w dłoni worek, jakby nieśli serce smoka w finale filmu fantasy. A potem podchodzą do pojemników i… zaczyna się opera.
„To chyba tu?”
„E, nie wiem.”
„A dobra, trudno.”
I wrzucają. Losowo. Z godnością.
„To chyba tu?”
„E, nie wiem.”
„A dobra, trudno.”
I wrzucają. Losowo. Z godnością.
Najpiękniejsza część dnia to oczywiście moment wyrzucania mebli. Kot uwielbia tego typu widowisko. Człowiek wynosi stary fotel, z którego wyrastały już nowe ekosystemy, i rzuca go obok śmietnika, jakby wszechświat miał zrozumieć, że to „chwilowe”. Potem przychodzą inni i zaczyna się festiwal:
– O, ładny fotel!
– Bierzesz?
– Nie, ale może ktoś weźmie.
– O, ładny fotel!
– Bierzesz?
– Nie, ale może ktoś weźmie.
I tak oto śmietnik staje się bazarem rzeczy, które nikomu nie były potrzebne, ale każdy się przy nich zatrzyma. Kot wie: to nie handel. To rytuał. Ludzie nie potrafią po prostu wyrzucić. Oni muszą jeszcze przeżyć emocje z tym związane.
A duże gabaryty… Mistrzu, to jest dopiero spektakl. Ktoś wynosi szafę o czwartej rano, próbując być cicho. Szafa skrzypi jak zbrodnia. Potem pół osiedla patrzy przez okna, bo dźwięk przeciąganej płyty wiórowej działa jak syrena alarmowa.
Największy ubaw mam jednak z niedomkniętych worków. Człowiek wrzuca, worek pęka, zawartość eksploduje na chodniku, a człowiek, wstrząśnięty tym, że fizyka działa, odchodzi szybkim krokiem, udając niewidzialność. A ja siedzę i myślę: „gdybyście mieli ogon, przynajmniej można by przewidzieć kierunek waszej ucieczki”.
Oczywiście nie mogę pominąć królów recyklingu, czyli tych, którzy grzebią w śmietniku. Nie mam nic przeciwko – każdy koci brat wie, że jedzenie można znaleźć wszędzie. Ale ludzie robią to z taką ekspresją, że wyglądają jak archeolodzy na wykopaliskach: „co tu mamy? Oho! Pudełko po pizzy z 2019! Przełomowe odkrycie!”. Czasem wynoszą coś, co wygląda na przedmiot użytkowy. Najczęściej jednak wynoszą coś, czego kot nawet łapą by nie dotknął.
Jest też śmietnikowy filozof, który przystaje, patrzy na góry odpadów, wzdycha ciężko i mruczy: „No nie wyrabiamy się jako społeczeństwo”. Po czym wrzuca plastikową butelkę do papieru i odchodzi. Kot go kocha. To jest czysta poezja.
Najciekawsze jednak dzieje się wtedy, gdy nadchodzi dzień wywozu śmieci. Całe osiedle w napięciu czeka na śmieciarkę. Ciężarówka jedzie, wrzeszczy, trzęsie się jak pies po kąpieli, a ludzie reagują instynktownie:
– O, jadą!
– Znowu późno!
– Znowu wcześnie!
– Znowu źle!
– O, jadą!
– Znowu późno!
– Znowu wcześnie!
– Znowu źle!
Śmieciarka jest jak lokalny bóg burzy. Nigdy nie przychodzi wtedy, kiedy trzeba, i nigdy nie działa tak, jak ludzie chcą.
A ja siedzę, patrzę, mruczę.
Bo śmieci to jedyna dziedzina życia, w której człowiek pokazuje całą swoją prawdę. Wszystko, co nabył, czego nie potrzebował, co zepsuł, zjadł, przemyślał lub żałował – trafia tu. I nikt już tego nie udaje.
Śmietnik jest brutalnie szczery.
I dlatego kot go szanuje.
I dlatego kot go szanuje.
Ludzie mówią, że „porządek świadczy o człowieku”.
Bzdura.
Bzdura.
To śmieci mówią najwięcej.
A mówią jednym głosem:
Człowiek kocha chaos.
Człowiek kocha chaos.

