Przejdź do treści

Kiedy cisza nocna to mit - Kocierewiry – Tu kot mówi ostatnie słowo

Pomiń menu
www.KocieRewiry.pl
kontakt@kocierewiry.pl
Pomiń menu
Kiedy cisza nocna to mit

Ludzie żyją mitami.
Wierzą, że święta ich odmienią, że nowy rok da im nową głowę, że dieta ma sens, że sąsiedzi kiedyś przestaną wiercić. Ale jeden mit kochają najbardziej: cisza nocna.
To właśnie ona pozwala im zasypiać z myślą, że świat respektuje jakikolwiek ich pomysł.
Ja, kot mieszkający w mieście, mogę im powiedzieć jedno:
cisza nocna istnieje mniej więcej tak samo jak jednorożce i ludzie, którzy potrafią zamknąć drzwi bez trzaskania.

Bo kiedy tylko zegar wybija 22:00, kiedy człowiek przeciąga się teatralnie i gaśnie światło, kiedy pada to ich „uff, wreszcie spokój”, wtedy dopiero zaczyna się prawdziwe show. Noc nie milknie. Ona po prostu zmienia obsadę.

Najpierw budzą się rury.
Te stare, metalowe duchy miasta, które w dzień robią, co trzeba, ale w nocy czują się artystami. Zaczynają jęczeć, syczeć, bulgotać. To nie są dźwięki techniczne. To jest lament infrastruktury.
Myślisz, że śpisz w mieszkaniu?
Nie.
Śpisz w instrumencie perkusyjnym.

Potem na scenę wchodzą sąsiedzi.
Ci z góry wynoszą meble gdzieś o 23:17. Nie wiem, dokąd je niosą, ale wnioskując po intensywności dźwięku — przenoszą je między wymiarami. Ci z boku zaczynają dyskutować ze sobą, jakby prowadzenie małżeńskiej terapii o północy było normalne. A ci z dołu… cóż.
Ci z dołu zawsze mają psa, który właśnie wtedy przypomina sobie, że istnieją rzeczy, które trzeba obszczekać.

No i klatka schodowa.
Ktoś wychodzi o 00:41 — z hukiem.
Ktoś wraca o 01:13 — jeszcze większym hukiem.
Ktoś trzaska drzwiami o 01:52 tak, jakby chciał wysłać sygnał ratunkowy do NASA.

A gdy człowiek już przetoczy się na drugi bok i mruknie coś w stylu „chyba zasnę”, wtedy zza okna wjeżdża miejski soundtrack.
Samochody nocą jeżdżą jakby prowadził je Minotaur. Wolno, ciężko, z rykiem. Motocykle robią pokaz siły, bo noc jest dla nich sceną, na której każdy chce być głośniejszy niż poprzedni. Grupy wracających z imprez ludzi wydają z siebie odgłosy, których nie potrafiłby opisać nawet słownik dźwięków rozpaczy.

A gdzieś o czwartej rano przyjeżdża król nocnego zamętu:
śmieciarka.

Jej wejście jest majestatyczne.
Najpierw pisk hydrauliki, potem metaliczny trzask pojemników, a na koniec ten potworny wrzask stali o stal — jakby ktoś próbował zaciągnąć smycz kota o beton.

Miasto w tym momencie nie odpoczywa.
Miasto próbuje ci przypomnieć, że rządzą tu zupełnie inne prawa niż twoje.

A ja?
W tym wszystkim jestem ja.

Kot, który próbuje zasnąć — i nie może, bo świat ma problem z zamknięciem dzioba.
To zabawne, jak bardzo człowiek wierzy w ciszę nocną.
Człowiek śpi jak dziecko, bo zatyka uszy snem.

Ale kot słyszy wszystko.
Węże hydrauliczne. Debaty małżeńskie. Psy, które mają nocne marzenia polityczne. Ludzi na klatce, którzy idą jakby mieli do dyspozycji jedną parę kroków na całą noc i zamierzali ją zużyć jak najgłośniej.
Miasto gra, a ja słucham — bo moje uszy są stworzone do polowania, nie do ignorowania.

Cisza, kiedy się pojawia, jest podejrzana.
Kiedy miasto nagle cichnie na pięć sekund, cały mój kręgosłup sztywnieje.
Cisza w mieście nie jest błogosławieństwem.
Cisza jest ostrzeżeniem.
Cisza mówi: „Zaraz coś się wydarzy”.
I ma rację.
Bo po ciszy zawsze przychodzi huk.
Albo klakson.
Albo wrzask.
Albo telefon kogoś, kto zapomniał wyłączyć powiadomień.

I mimo to, powiem ci coś przewrotnego: właśnie dlatego kocham to miasto.
Nie za dźwięki, nie za chaos, tylko za tę irracjonalność, która tak doskonale pasuje do mojej własnej.
Miasto nie daje spokoju, ale daje spektakl.
Miasto nie daje ciszy, ale daje potwierdzenie, że świat żyje, jęczy, krzyczy, pędzi, wali, trzaska i wraca do tego jeszcze raz.

Moje mruczenie musi w tym wszystkim grać rolę kontrmelodii.
Kiedy świat hałasuje — ja mruczę.
Kiedy świat milczy podejrzanie — ja mruczę.
Kiedy śmieciarka budzi martwych — ja mruczę, bo trzeba jakiś porządek zachować.

Mruczenie jest moją nocną deklaracją przetrwania.
Moim rytuałem spokoju w świecie, który nie zna pojęcia „cisza”.
Więc kiedy ludzie mówią „cisza nocna”, ja tylko unoszę brwi.
Nie ma czegoś takiego.

Jest tylko noc, która udaje, że jest spokojna, i kot, który udaje, że nie ma jej dosyć.
A potem… potem robię to, co każdy rozsądny kot robi po nocy pełnej wrażeń:
przeciągam się, ziewam i idę budzić człowieka.
Bo skoro ja nie spałem, to czemu on ma?



Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej



Parking to miejsce, w którym logika umiera szybciej niż chrupki w misce po trzydniowym głodzie (czyli wcale nie głodzie, ale człowiek nie musi o tym wiedzieć). Wystarczy jeden wolny prostokąt asfaltu, a ludzie zaczynają zachowywać się jak samce w najbardziej desperackiej fazie sezonu godowego.



Jeśli ten felieton cię rozbawił, zirytował albo chociaż
nie zasnąłeś przed końcem,możesz postawić mi Kawę.

BLIK od 2 zł. Ja wezmę mleczko, człowiek dostanie czarną









© Kocierewiry.pl – Wszystkie prawa zachowane. Niestety.
Regulamin kota danych
Regulamin kota danych
Wróć do spisu treści