Kocia fontanna – jakby miska była zbyt prosta
Człowiek wraca do domu z wielkim pudłem i świeci mu się twarz jak reflektorowi na lawetowanym oplu. Zbliża się do mnie powoli, teatralnie, z tym swoim „mam coś dla ciebie!”, które zawsze zwiastuje katastrofę. I jak zawsze, w środku tego pudełka jest coś, co według człowieka ma „ulepszyć moje życie”, a według mnie — utrudnić mu je przez najbliższe trzy tygodnie. Tym razem jest to kocia fontanna. Urządzenie wodne. Technologiczna rzeka. Mechaniczny potok.
A pierwsza myśl, która pojawia mi się w głowie, jest tak prosta, że aż powinna im się wydrukować na czołach:co było nie tak z miską?
Ludzie mają obsesję komplikowania rzeczy, które działają. Jeśli coś jest proste, to dla nich podejrzane. Jeśli coś nie wymaga ładowania, parowania z telefonem i powiadomień push — to znaczy, że jest „przestarzałe”. I tak zwykła miska, ten starożytny, skuteczny wynalazek, który przetrwał wszystkie cywilizacje, nagle przestaje wystarczać. Człowiek musi stworzyć fontannę. Z filtrem. Z pompą. Z diodą LED, która robi z wody cyrk.
Ja patrzę na to pudło i myślę:
nie potrzebuję spa, potrzebuję spokoju.
nie potrzebuję spa, potrzebuję spokoju.
Człowiek z nabożnym skupieniem montuje fontannę w salonie. Kuca, śrubkuje, ustawia. Przesuwa dywan, ustawia poziom, czyta instrukcję jak ksiądz brewiarz. Urządzenie zaczyna bulgotać, woda podskakuje, światło niebieskie migocze jak w klubie techno dla ryb. Człowiek dumnie patrzy i mówi: „No i jak? Podoba ci się? Świeża woda, prosto z filtracji!”. A ja widzę w tym tylko jedno: nowy rodzaj hałasu, który będzie mnie prześladował przez pół dnia.
Podejście do fontanny jest rytuałem.
Najpierw obwąchuję.
Obserwuję, jak woda płynie — niespokojnie, zbyt głośno, z przesadnym entuzjazmem.
Urządzenie brzęczy, jakby prosiło o uwagę, jak człowiek, kiedy wrzuca swoje zdjęcie do internetu i nikt go nie lajkuje.
Najpierw obwąchuję.
Obserwuję, jak woda płynie — niespokojnie, zbyt głośno, z przesadnym entuzjazmem.
Urządzenie brzęczy, jakby prosiło o uwagę, jak człowiek, kiedy wrzuca swoje zdjęcie do internetu i nikt go nie lajkuje.
Ja nie piję z rzeczy, które próbują mnie przekonać, żeby z nich pić.
To jest zasada.
To jest zasada.
Porównanie jest banalnie proste:
miska – cicha, stabilna, nie rzuca się w oczy, nie udaje wodospadu.
fontanna – mokra instalacja artystyczna, która zachowuje się, jakby miała wbudowaną potrzebę uzewnętrzniania się.
miska – cicha, stabilna, nie rzuca się w oczy, nie udaje wodospadu.
fontanna – mokra instalacja artystyczna, która zachowuje się, jakby miała wbudowaną potrzebę uzewnętrzniania się.
Kiedy człowiek mówi: „Pijesz za mało, kotku”, mam ochotę odpowiedzieć: „Może ty myślisz za dużo”. Koty są biologicznie mądrzejsze niż większość urządzeń elektrycznych w tym domu. Wiemy, kiedy pić. Wiemy, kiedy nie pić. Wiemy, jak regulować organizm. To wy wylewacie kawę na telefon i mówicie „to się samo zrobiło”.
Ale człowiek nie ufa naturze, bo nie ufa sobie.
Dlatego szuka rozwiązań technologicznych, które mają naprawić to, czego nie rozumie.
Tak powstają „inteligentne fontanny”.
Fontanny z aplikacją.
Tak — aplikacją.
Żeby można było monitorować „poziom nawodnienia kota”.
Czy ja wyglądam na organizm w projekcie badawczym?
Bo tak się właśnie czuję, kiedy widzę człowieka z telefonem, który sprawdza, ile mililitrów wypiłem, a potem krzyczy: „Ale super, wypił dziś 17 ml więcej!”
Dlatego szuka rozwiązań technologicznych, które mają naprawić to, czego nie rozumie.
Tak powstają „inteligentne fontanny”.
Fontanny z aplikacją.
Tak — aplikacją.
Żeby można było monitorować „poziom nawodnienia kota”.
Czy ja wyglądam na organizm w projekcie badawczym?
Bo tak się właśnie czuję, kiedy widzę człowieka z telefonem, który sprawdza, ile mililitrów wypiłem, a potem krzyczy: „Ale super, wypił dziś 17 ml więcej!”
Fontanna bulgocze.
Pompka warczy.
Powietrze zasysa się rytmicznie.
Kot słyszy każdy dźwięk.
Człowiek nic.
Człowiek słyszy tylko własną dumę: „Zrobiłem coś dobrego!”.
Pompka warczy.
Powietrze zasysa się rytmicznie.
Kot słyszy każdy dźwięk.
Człowiek nic.
Człowiek słyszy tylko własną dumę: „Zrobiłem coś dobrego!”.
A potem zaczyna się etap „akceptacji”.
Człowiek czeka, obserwuje, mówi rzeczy jak:
„Chodź, kotku, no zobacz!”
„No wypij trochę…”
„No przecież to dla ciebie…”
Człowiek czeka, obserwuje, mówi rzeczy jak:
„Chodź, kotku, no zobacz!”
„No wypij trochę…”
„No przecież to dla ciebie…”
A ja stoję i analizuję:
Nie będę pił z czegoś, co wydaje tyle dźwięków, ile twój blender o siódmej rano.
Nie będę pił z czegoś, co udaje naturę, a pachnie plastikiem i ambicją.
Nie będę pił z czegoś, kierowanego przez prąd. Prąd jest zdradliwy. Woda jest zdradliwa. Połączenie tych dwóch jest już czystą głupotą.
Nie będę pił z czegoś, co wydaje tyle dźwięków, ile twój blender o siódmej rano.
Nie będę pił z czegoś, co udaje naturę, a pachnie plastikiem i ambicją.
Nie będę pił z czegoś, kierowanego przez prąd. Prąd jest zdradliwy. Woda jest zdradliwa. Połączenie tych dwóch jest już czystą głupotą.
I wtedy, gdy człowiek zauważa, że nie piję z fontanny, przeżywa dramat.
Reklama obiecywała szczęście!
Filmiki w internecie pokazywały koty, które piją jak oszalałe!
„Co robię źle?”, pyta człowiek.
Reklama obiecywała szczęście!
Filmiki w internecie pokazywały koty, które piją jak oszalałe!
„Co robię źle?”, pyta człowiek.
Odpowiedź jest prosta:
niczego nie robi źle.
Robi za dużo.
niczego nie robi źle.
Robi za dużo.
A najpiękniejszy moment następuje późnym wieczorem.
Człowiek siedzi, słucha szumu fontanny i mówi:
„Ale to relaksuje… jak w spa”.
Patrzy na wodę, rozmarzony, jakby ta fontanna była dowodem, że technologia i natura zawarły pokój.
Człowiek siedzi, słucha szumu fontanny i mówi:
„Ale to relaksuje… jak w spa”.
Patrzy na wodę, rozmarzony, jakby ta fontanna była dowodem, że technologia i natura zawarły pokój.
A ja?
Ja wchodzę na stół i piję z jego kubka.
Bo woda z kubka jest spokojna.
Cicha.
I nie udaje rzeki.
Ja wchodzę na stół i piję z jego kubka.
Bo woda z kubka jest spokojna.
Cicha.
I nie udaje rzeki.
To nie fontanna jest problemem.
To człowiek.
Człowiek, który nie potrafi zaakceptować prostoty.
Człowiek, który musi wszystko ulepszyć, skomplikować, zmodernizować.
Człowiek, który nie rozumie, że kot nie chce wodotrysków — kot chce normalności.
To człowiek.
Człowiek, który nie potrafi zaakceptować prostoty.
Człowiek, który musi wszystko ulepszyć, skomplikować, zmodernizować.
Człowiek, który nie rozumie, że kot nie chce wodotrysków — kot chce normalności.
I gdyby człowiek naprawdę chciał zrobić coś dla kota, to nie kupowałby urządzenia, które bulgocze, świeci i wymaga filtrów za trzy dyszki sztuka.
Dałby mi misę z wodą.
Wodę zwykłą.
Zwyczajną.
Wodę zwykłą.
Zwyczajną.
Taką, którą mogę pić bez wrażenia, że uczestniczę w eksperymencie medycznym.
Ale ludzie nie umieją przestać „projektować”.
A ja nie przestanę z nich drwić.
A ja nie przestanę z nich drwić.
Bo miska nie jest zbyt prosta.
To wy jesteście zbyt skomplikowani.
To wy jesteście zbyt skomplikowani.
Na marginesie
W kocim stylu. 30 rozdziałów ironii, humoru i sytuacji, które znasz aż za dobrze.
Jeśli zamiast śmiechu masz konkretny problem z kotem —
👉 zajrzyj do poradników
👉 zajrzyj do poradników
krótko, konkretnie i bez gadania.
Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej

Człowiek mógłby zostawić kuwetę w spokoju. Mógłby po prostu pozwolić kotu wejść, zrobić, co trzeba, zakopać jak natura przykazała i odejść z godnością. Ale nie. Człowiek nie potrafi znieść prostoty. Prostota go boli. Prostota go przeraża. Prostota przypomina mu, że świat istnieje bez niego. Dlatego pewnego dnia pojawia się w domu z urządzeniem, które wygląda jak projekt prototypowy NASA — i z uśmiechem jak sprzedawca odkurzaczy na pokazie w remizie mówi do mnie: „Zobacz, kotku! Nowa kuweta! Automatyczna!”.
