Jak ludzkość fetyszyzuje kuwety
Człowiek mógłby zostawić kuwetę w spokoju. Mógłby po prostu pozwolić kotu wejść, zrobić, co trzeba, zakopać jak natura przykazała i odejść z godnością. Ale nie. Człowiek nie potrafi znieść prostoty. Prostota go boli. Prostota go przeraża. Prostota przypomina mu, że świat istnieje bez niego. Dlatego pewnego dnia pojawia się w domu z urządzeniem, które wygląda jak projekt prototypowy NASA — i z uśmiechem jak sprzedawca odkurzaczy na pokazie w remizie mówi do mnie: „Zobacz, kotku! Nowa kuweta! Automatyczna!”.
I w tej jednej chwili wiem, że moje życie się skomplikowało.Oni naprawdę wierzą, że zwykła kuweta to za mało.
Że skrzynka z piaskiem, która działała perfekcyjnie od tysięcy lat, nagle jest „niewystarczająca”.
Że skrzynka z piaskiem, która działała perfekcyjnie od tysięcy lat, nagle jest „niewystarczająca”.
Jakby nagle kot stał się influencerem z umową sponsorską i potrzebował toalety premium z filtrem HEPA, jonizacją powietrza i trybem nocnym.
Człowiek patrzy na zwykłą kuwetę i mówi: „To brzydkie”.
Kot patrzy i mówi: „To działa”.
Kot patrzy i mówi: „To działa”.
Ale człowiek nie znosi „brzydkiego”.
To ich obsesja — próbują wytworzyć świat, w którym nawet odchody mają design.
Jakby projektant wnętrz miał wejść do łazienki i ocenić estetykę moich czynności fizjologicznych.
To ich obsesja — próbują wytworzyć świat, w którym nawet odchody mają design.
Jakby projektant wnętrz miał wejść do łazienki i ocenić estetykę moich czynności fizjologicznych.
I tak zaczyna się parada wynalazków, które powinny być zakazane w mieszkaniach, w których żyją organizmy oddychające.
Mamy kuwety zamykane, wyglądające jak domki dla lalek, tylko z traumatyczną funkcją.
Mamy kuwety obrotowe — naprawdę, obrotowe — w których wszystko miesza się jak w pralko-suszarce 2 w 1.
Mamy kuwety obrotowe — naprawdę, obrotowe — w których wszystko miesza się jak w pralko-suszarce 2 w 1.
Mamy roboty do odchodów, które działają głośniej niż odkurzacz i wyglądają jak urządzenia do teleportacji.
Mamy też kuwety z filtrami, wywietrznikami, wentylacją, aplikacjami, powiadomieniami push, a nawet światłem LED, żeby człowiek mógł powiedzieć: „Zobacz, jak to ładnie wygląda w nocy!”.
Ja wchodzę do takiej technologicznej kapsuły i czuję wyłącznie zagrożenie.
Wystarczy minimalne buczenie, delikatne drgnięcie, jakikolwiek ruch — i natychmiast opuszczam teren jak agent, który dostał niepokojący sygnał w słuchawce.
Wystarczy minimalne buczenie, delikatne drgnięcie, jakikolwiek ruch — i natychmiast opuszczam teren jak agent, który dostał niepokojący sygnał w słuchawce.
Człowiek oczywiście nie rozumie. „Nie bój się, kotku, to bezpieczne!”.
Tak samo mówił, gdy pierwszy raz odpalał blender.
Tak samo mówił, gdy montował nową lampkę, która potem wybuchła.
Tak samo mówił, gdy próbował naprawić odkurzacz i prawie wyssał sobie skarpety.
Tak samo mówił, gdy montował nową lampkę, która potem wybuchła.
Tak samo mówił, gdy próbował naprawić odkurzacz i prawie wyssał sobie skarpety.
Ich wiara w technologie jest rozczulająca i groźna jednocześnie.
Najbardziej fascynuje ich temat zapachu.
Oni mają w życiu jedną wielką traumę: że coś może pachnieć naturalnie.
Zapachy są dla nich czymś, co trzeba ukryć. Zamaskować. Zneutralizować.
Oni mają w życiu jedną wielką traumę: że coś może pachnieć naturalnie.
Zapachy są dla nich czymś, co trzeba ukryć. Zamaskować. Zneutralizować.
Dla kota zapach to komunikat.
To informacja.
To normalność.
To informacja.
To normalność.
Ale człowiek widzi w zapachu porażkę społeczną, która podważa sens jego istnienia.
Dlatego wymyślają filtry węglowe, pokrywy, labirynty antyzapachowe, podwójne komory i systemy odsysania powietrza, zamiast po prostu czyścić kuwetę regularnie jak istota rozumna.
A perfumowane żwirki…
To nie jest zwykła pomyłka. To jest zbrodnia przeciwko kociej naturze.
Piasek pachnący lawendą, oceanem, watą cukrową, a nawet „świeżymi kwiatami”.
Człowiek mówi: „Ale jak pięknie pachnie!”.
To nie jest zwykła pomyłka. To jest zbrodnia przeciwko kociej naturze.
Piasek pachnący lawendą, oceanem, watą cukrową, a nawet „świeżymi kwiatami”.
Człowiek mówi: „Ale jak pięknie pachnie!”.
A ja odpowiadam w myślach:
Dlaczego moja toaleta pachnie jak łazienka w hotelu, na który cię nie stać?
Dlaczego moja toaleta pachnie jak łazienka w hotelu, na który cię nie stać?
Piasek nie ma pachnieć. Kuweta nie ma być ozdobą.
To jest miejsce poważne, miejsce funkcji, miejsce codziennego rytuału, którego człowiek nie powinien dotykać swoją obsesją estetyczną.
To jest miejsce poważne, miejsce funkcji, miejsce codziennego rytuału, którego człowiek nie powinien dotykać swoją obsesją estetyczną.
I tu dochodzimy do rzeczy najważniejszej:
kot woli zwykłą kuwetę.
Nawet karton.
Nawet ogródek.
Nawet doniczkę, jeśli człowiek bardzo mnie zdenerwuje.
kot woli zwykłą kuwetę.
Nawet karton.
Nawet ogródek.
Nawet doniczkę, jeśli człowiek bardzo mnie zdenerwuje.
Bo kot potrzebuje trzech rzeczy:
– stabilności,
– ciszy,
– i pewności, że nikt go nie wciągnie mechanicznie w trakcie załatwiania sprawy.
– stabilności,
– ciszy,
– i pewności, że nikt go nie wciągnie mechanicznie w trakcie załatwiania sprawy.
Tymczasem człowiek chce, żeby kot siedział w kosmicznej kapsule, która wygląda jak aparat do tomografii komputerowej dla chomików.
Egzystencjalny konflikt jest prosty:
Człowiek chce czystości.
Kot chce normalności.
Człowiek chce kontroli.
Kot chce przestrzeni.
Człowiek fetyszyzuje kuwetę.
Kot ją używa.
Człowiek chce czystości.
Kot chce normalności.
Człowiek chce kontroli.
Kot chce przestrzeni.
Człowiek fetyszyzuje kuwetę.
Kot ją używa.
A finał?
Och, finał jest zawsze ten sam.
Człowiek kupuje kuwetę za pół pensji. Montuje. Reklamuje. Opowiada znajomym. Pokazuje filmiki w internecie.
A kto z niej korzysta?
Człowiek kupuje kuwetę za pół pensji. Montuje. Reklamuje. Opowiada znajomym. Pokazuje filmiki w internecie.
A kto z niej korzysta?
Nie kot.
Kot patrzy na nią, ocenia ją, odchodzi i robi swoje w zwykłym kartonie, który stał obok, bo przyszła w nim przesyłka.
Bo prawda jest banalna i zabójcza dla ludzkiej dumy:
kuweta nie potrzebuje technologii.
kuweta nie potrzebuje technologii.
To człowiek potrzebuje terapii.
Kot chce spokoju, nie startupów w łazience.
Chce piasku, nie jonizacji.
Chce ciszy, nie aplikacji mobilnej.
Chce zakopać, wyjść i zapomnieć — nie słuchać wykładu człowieka o higienie.
Chce piasku, nie jonizacji.
Chce ciszy, nie aplikacji mobilnej.
Chce zakopać, wyjść i zapomnieć — nie słuchać wykładu człowieka o higienie.
I tak właśnie wygląda różnica między gatunkami:
Wy tworzycie fetysze.
My robimy swoje.
Wy tworzycie fetysze.
My robimy swoje.
Na marginesie
W kocim stylu. 30 rozdziałów ironii, humoru i sytuacji, które znasz aż za dobrze.
Jeśli zamiast śmiechu masz konkretny problem z kotem —
👉 zajrzyj do poradników
👉 zajrzyj do poradników
krótko, konkretnie i bez gadania.
Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej

Zanim człowiek odkrył, że może postawić przedmiot na stole, świat był prosty. Rzeczy leżały tam, gdzie upadły. Koty też. A potem Homo sapiens spojrzał na blat, powiedział „o, ale ładnie wygląda wysoko” i w tej chwili stworzył nam nową zabawkę. Wysokość jest zaproszeniem. A zaproszeń ignorować nie wypada.
