Bieganie. Samo w sobie obraźliwe
Z mojego parapetu widzę różne ludzkie dziwactwa, ale jedno z nich wywołuje u mnie szczególne ukłucie wątroby. Nie z zawiści, tylko z czystej, biologicznej konsternacji.
Nazywa się to „bieganie”.
Człowiek biegnie.Tak po prostu.
Biegnie mimo że nic go nie goni, nikt go nie ściga, żadne niebezpieczeństwo nie czyha mu na karku.
Biegnie, bo… tak.
I to już samo w sobie jest obraźliwe.
Dla logiki.
Dla zdrowego rozsądku.
Dla każdego kota, który ma choć cień godności.
Dla logiki.
Dla zdrowego rozsądku.
Dla każdego kota, który ma choć cień godności.
Zacznijmy od tego, że bieganie jest czynnością zarezerwowaną dla sytuacji wyjątkowych.
Tygrys biegnie, bo chce kogoś zjeść.
Gazela biegnie, bo nie chce być zjedzona.
Kot biegnie tylko wtedy, kiedy w kuchni otwierają puszkę.
Tygrys biegnie, bo chce kogoś zjeść.
Gazela biegnie, bo nie chce być zjedzona.
Kot biegnie tylko wtedy, kiedy w kuchni otwierają puszkę.
Ale człowiek?
Człowiek biegnie, „żeby się dotlenić”.
Biegnie, „żeby schudnąć”.
Biegnie, „żeby oczyścić umysł”.
Człowiek biegnie, „żeby się dotlenić”.
Biegnie, „żeby schudnąć”.
Biegnie, „żeby oczyścić umysł”.
Słucham tego i mam ochotę zasłonić sobie uszy ogonem.
Najgorsze jest to, że bieganie zmienia człowieka w jakąś karykaturę samego siebie.
Każdy biegacz wygląda jak ktoś, kto próbował uciec z własnych problemów, ale problemy go dogoniły i teraz trzymają mu rękę na karku. Z wysoka widzę tę ich desperację, kiedy próbują wmówić światu, że robią to dla zdrowia.
Każdy biegacz wygląda jak ktoś, kto próbował uciec z własnych problemów, ale problemy go dogoniły i teraz trzymają mu rękę na karku. Z wysoka widzę tę ich desperację, kiedy próbują wmówić światu, że robią to dla zdrowia.
Dla zdrowia?
To dlaczego wygląda to jak próba samobójcza na raty?
To dlaczego wygląda to jak próba samobójcza na raty?
I zawsze jest ten moment, kiedy biegacz mija mój dom.
Zawsze.
Nie wiem, czy to jakiś rytuał, czy mapa biegania prowadzi ich właśnie pod mojego parapetu.
Może wiedzą, że patrzę.
Może czują ten koci osąd na plecach i próbują przed nim uciec.
Zawsze.
Nie wiem, czy to jakiś rytuał, czy mapa biegania prowadzi ich właśnie pod mojego parapetu.
Może wiedzą, że patrzę.
Może czują ten koci osąd na plecach i próbują przed nim uciec.
Na początku biegnie jeden.
Taki zwykły, ubrany w strój, który wygląda jakby został wyprodukowany z odpadów po balonach.
Nogi pracują jak dwie niezsynchronizowane maszynki do mielenia mięsa.
Taki zwykły, ubrany w strój, który wygląda jakby został wyprodukowany z odpadów po balonach.
Nogi pracują jak dwie niezsynchronizowane maszynki do mielenia mięsa.
Twarz spuchnięta, czerwona, błagalna.
Gdyby ta twarz miała mowę, wykrzyczałaby coś pomiędzy „pomocy” a „czemu to robię”.
Gdyby ta twarz miała mowę, wykrzyczałaby coś pomiędzy „pomocy” a „czemu to robię”.
I wtedy pojawia się ona:
osoba od biegania z aplikacją.
osoba od biegania z aplikacją.
To taki typ, który nie może po prostu biec.
O nie.
On musi biec z powiadomieniami.
Co pięć minut telefon mówi mu, że przebiegł półtora kilometra, spalił dwie kalorie i udowodnił światu, że jest „w procesie”.
O nie.
On musi biec z powiadomieniami.
Co pięć minut telefon mówi mu, że przebiegł półtora kilometra, spalił dwie kalorie i udowodnił światu, że jest „w procesie”.
Gdyby aplikacja kazała mu skakać na jednej nodze, to by skakał.
Gdyby kazała mu pełzać, to pełzałby, byle zebrać punkty życia.
Gdyby kazała mu pełzać, to pełzałby, byle zebrać punkty życia.
Z parapetu wygląda to jak przedstawienie, którego nikt nie chciał, ale które odbywa się dwa razy dziennie, czasem trzy, jeśli jest ciepło i ludzie dostają nagłego przypływu motywacji.
Motywacji do czego?
Do udowodnienia, że wolą uciekać niż myśleć.
Do udowodnienia, że wolą uciekać niż myśleć.
A potem nadchodzi najbardziej fascynująca grupa:
biegacze amatorzy profesjonalizmu.
Ubrania kompresyjne, buty za połowę pensji, zegarek, który pewnie mierzy im nawet długość rzęs.
biegacze amatorzy profesjonalizmu.
Ubrania kompresyjne, buty za połowę pensji, zegarek, który pewnie mierzy im nawet długość rzęs.
Wyglądają jak armia, która wybiera się na wojnę z grawitacją.
I wiesz, co jest najzabawniejsze?
Oni biegną wolniej niż ten pierwszy, zwykły biedak, który robi to w bawełnianej koszulce z 2011.
I wiesz, co jest najzabawniejsze?
Oni biegną wolniej niż ten pierwszy, zwykły biedak, który robi to w bawełnianej koszulce z 2011.
A teraz najlepsze:
biegacze mają swoją filozofię.
O tak. Filozofię biegania.
biegacze mają swoją filozofię.
O tak. Filozofię biegania.
Filozofię, która sprowadza się do tego, że ruch ma sens, bo życie ma sens.
Z parapetu widzę, że żaden z nich nie wygląda jak ktoś, kto znalazł sens życia.
Prędzej sens cierpienia.
Z parapetu widzę, że żaden z nich nie wygląda jak ktoś, kto znalazł sens życia.
Prędzej sens cierpienia.
Przyglądam się ich twarzom.
Jedni sapią jak odkurzacz na ostatnich nogach.
Drudzy potykają się o własny entuzjazm.
Trzeci mają minę, jakby w każdej chwili mieli poprosić o przebaczenie za te wszystkie rzeczy, które zrobili w przeszłości.
Jedni sapią jak odkurzacz na ostatnich nogach.
Drudzy potykają się o własny entuzjazm.
Trzeci mają minę, jakby w każdej chwili mieli poprosić o przebaczenie za te wszystkie rzeczy, które zrobili w przeszłości.
Ludzie lubią mówić, że bieganie „uspokaja”.
Może i uspokaja, ale dopiero wtedy, kiedy przestają biec i wreszcie padają na ławkę jak porzucone skarpety.
Może i uspokaja, ale dopiero wtedy, kiedy przestają biec i wreszcie padają na ławkę jak porzucone skarpety.
Z parapetu widzę też tych, którzy biegają z psem.
Pies biegnie, bo pies zawsze biegnie.
Pies ma w oczach radość życia.
Pies biegnie, bo pies zawsze biegnie.
Pies ma w oczach radość życia.
Człowiek ma w oczach krzyk o pomoc.
Obaj biegną razem, ale żyją w innych rzeczywistościach.
Obaj biegną razem, ale żyją w innych rzeczywistościach.
A wieczorem?
O wieczorem zaczyna się prawdziwy przegląd nieszczęść.
Ludzie biegną po ciemku, w neonowych paskach, wyglądają jak choinki, które ktoś włączył na tryb sportowy.
O wieczorem zaczyna się prawdziwy przegląd nieszczęść.
Ludzie biegną po ciemku, w neonowych paskach, wyglądają jak choinki, które ktoś włączył na tryb sportowy.
Z góry wyglądają jak świecące robaki, które próbują odnaleźć gniazdo, ale nie mają mapy.
W tych wszystkich momentach jest tylko jedno, co naprawdę rozumiem:
człowiek biega, bo nie potrafi usiąść.
Nie potrafi po prostu być.
Nie potrafi spojrzeć na swoje życie inaczej niż w rytmie kroków uciekających przed myślami.
człowiek biega, bo nie potrafi usiąść.
Nie potrafi po prostu być.
Nie potrafi spojrzeć na swoje życie inaczej niż w rytmie kroków uciekających przed myślami.
I wtedy, gdy patrzę na to wszystko z mojego parapetu, przeciągam się, prycham, mruczę z pogardą i wdzięcznością.
Bo jestem kotem.
Bo jestem kotem.
Kot nie biega.
Kot panuje.
Kot panuje.
A bieganie?
Bieganie pozostawiam wam.
W końcu ktoś musi dostarczać mi rozrywki o świcie.
Bieganie pozostawiam wam.
W końcu ktoś musi dostarczać mi rozrywki o świcie.
Na marginesie
W kocim stylu. 30 rozdziałów ironii, humoru i sytuacji, które znasz aż za dobrze.
Jeśli zamiast śmiechu masz konkretny problem z kotem —
👉 zajrzyj do poradników
👉 zajrzyj do poradników
krótko, konkretnie i bez gadania.
Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej

Z mojego parapetu widzę rzeczy, które normalnie powinny trafiać na listę „sygnałów końca świata”. Jednym z nich, bez wątpienia, jest fakt, że ludzie kupują sałatę. Dobrowolnie. Jakby mieli wolny wybór, pełną świadomość i dostęp do prawdziwego jedzenia, a jednak decydują się na coś, co nawet królik uznałby za przejaw braku ambicji.
