Ktoś dzisiaj znowu mówił do siebie przez telefon
Z parapetu widzę rzeczy, które normalnemu człowiekowi umykają — głównie dlatego, że normalny człowiek patrzy w telefon, a nie przed siebie. A już szczególnie wtedy, gdy ma w uchu te małe plastikowe fasolki, które udają inteligencję, a w praktyce tylko komplikują życie.
Kiedyś ludzie po prostu rozmawiali. Usta do ucha, twarz do twarzy, gest do gestu. Dziś komunikacja wygląda tak: idzie człowiek ulicą, pusty wzrok, otwarte usta, teatralne gesty i słowa rzucane w przestrzeń, jakby powietrze było jego przyjacielem, terapeutą lub zakładnikiem.
Przez lata myślałem, że to objawy choroby psychicznej.
Ale potem zobaczyłem słuchawki bezprzewodowe.
I zrozumiałem: to nie choroba.
I zrozumiałem: to nie choroba.
To technologia, która dała ludziom pretekst do zachowywania się jak wariaci.
Człowiek idzie i mówi. Sam do siebie. Na głos. Z emocjami, z zaangażowaniem, z dramatem, którego nie powstydziłby się teatr telewizji. Czasem się śmieje tak nagle, że nawet gołębie robią unik. Czasem krzyczy, że „tak się nie umawialiśmy!”. Czasem mówi „no powiedz coś” w tonie, który przypomina błaganie o zmiłowanie.
Kot patrzy na to z parapetu i rozumie jedno:
ta cywilizacja naprawdę się rozpadła.
Nie w sensie apokaliptycznym, tylko komunikacyjnym.
ta cywilizacja naprawdę się rozpadła.
Nie w sensie apokaliptycznym, tylko komunikacyjnym.
Ludzie już nie rozmawiają — oni transmitują siebie w różne strony świata, licząc, że ktoś ich złapie.
Najzabawniejsze jest to, że kot słyszy zawsze tylko połowę rozmowy.
To jest tortura intelektualna.
To jest tortura intelektualna.
Człowiek mówi:
„I wtedy jej powiedziałam…”
— i cisza.
„No ale przecież to oczywiste!”
— cisza.
„Nie! Absolutnie nie!”
— cisza.
„I wtedy jej powiedziałam…”
— i cisza.
„No ale przecież to oczywiste!”
— cisza.
„Nie! Absolutnie nie!”
— cisza.
Kot siedzi, próbuje zrekonstruować drugą stronę dialogu i po pięciu minutach czuje się jak scenarzysta, którego wyrzucono z własnego projektu. Fragmenty dramatu, urwane emocje, brak kontekstu. To jak słuchać audiobooka, z którego ktoś wyciął co drugie zdanie.
Jednocześnie człowiek, idąc i gadając, traci zdolność widzenia świata.
Zderzenia z rzeczywistością są tak regularne, że można je wpisać w kalendarz:
– człowiek wchodzi w latarnię,
– człowiek obija się o kosz,
– człowiek wpada na innego człowieka,
– człowiek potyka się o własne buty,
– człowiek rozsypuje zakupy,
– człowiek patrzy oskarżycielsko na niebo, bo przecież to na pewno wina natury.
Zderzenia z rzeczywistością są tak regularne, że można je wpisać w kalendarz:
– człowiek wchodzi w latarnię,
– człowiek obija się o kosz,
– człowiek wpada na innego człowieka,
– człowiek potyka się o własne buty,
– człowiek rozsypuje zakupy,
– człowiek patrzy oskarżycielsko na niebo, bo przecież to na pewno wina natury.
Z kociego punktu widzenia to nie jest multitasking.
To jest audycja pt. „Ludzkość vs. fizyka: kolejka do upadku”.
To jest audycja pt. „Ludzkość vs. fizyka: kolejka do upadku”.
Najgorsza część zaczyna się wtedy, gdy taki człowiek — już kompletnie pochłonięty rozmową — dociera do samochodu. Bez przerywania monologu otwiera drzwi, wsiada, zapina pas, odpala silnik i rusza. W tym momencie kot odwraca wzrok, bo to, co się dzieje dalej, jest zbyt absurdalne nawet jak na standardy tej planety.
Ludzie naprawdę wierzą, że prowadzą samochód.
Kot wie, że samochód prowadzi ich — i czasem tylko cudem nie prowadzi ich prosto do nagłówków gazet.
Kot wie, że samochód prowadzi ich — i czasem tylko cudem nie prowadzi ich prosto do nagłówków gazet.
Kolejna warstwa absurdu: ludzie myślą, że te słuchawki ich wyciszają.
Że jak mają te białe czy czarne fasolki w uszach, to świat nie słyszy, że mówią.
Że jak mają te białe czy czarne fasolki w uszach, to świat nie słyszy, że mówią.
Oczywiście, że słyszy.
Widzi też — i to jeszcze bardziej.
Widzi też — i to jeszcze bardziej.
Idzie taki człowiek i robi rękami gesty, które przypominają wywiad z kimś, kto właśnie tłumaczy, dlaczego w jego życiu jest tyle porażek. Machają, krzywią się, uśmiechają nagle do powietrza, marszczą brwi, przewracają oczami.
Wyglądają jak ludzie, którzy są zmuszeni do prowadzenia rozmowy z niewidzialnym bogiem.
Bo prawda jest taka, że dla kota te rozmowy wyglądają jak rytuały religijne — tylko że bez sensu i bez wyznawców.
Najciekawsze jest jednak to, jak łatwo ludzie zdradzają swoje sekrety.
Kiedyś byli dyskretni.
Szeptali w kuchni.
Zamyślali się w autobusie.
Dziś wystarczy otworzyć okno, a słyszysz:
„Powiedziałam mu, że to koniec!”,
„No nie wierzę, ona znowu…”,
„To jest ostatni raz, jak mówię ci to cierpliwie!”.
Kiedyś byli dyskretni.
Szeptali w kuchni.
Zamyślali się w autobusie.
Dziś wystarczy otworzyć okno, a słyszysz:
„Powiedziałam mu, że to koniec!”,
„No nie wierzę, ona znowu…”,
„To jest ostatni raz, jak mówię ci to cierpliwie!”.
Kot dostaje dane, których nie chciał, ale które przyjmuje jak socjolog: z poczuciem obowiązku i lekkim wstydem za ludzki gatunek.
Ludzie zaczęli mówić do telefonów tak, jakby telefony były ludźmi.
A z ludźmi zaczęli rozmawiać tak, jakby byli telefonami — od niechcenia, bez skupienia, na pół gwizdka.
A z ludźmi zaczęli rozmawiać tak, jakby byli telefonami — od niechcenia, bez skupienia, na pół gwizdka.
I tu wchodzi element filozoficzny, którego kot nie może ignorować:
ludzie są bardziej samotni niż kiedykolwiek, mimo że mówią więcej niż kiedykolwiek.
ludzie są bardziej samotni niż kiedykolwiek, mimo że mówią więcej niż kiedykolwiek.
Rozmowa nie jest już rozmową.
To produkt uboczny bycia online.
Człowiek gada tylko po to, by nie musieć myśleć.
To produkt uboczny bycia online.
Człowiek gada tylko po to, by nie musieć myśleć.
A telefon — o ironio — chętnie słucha, bo nie musi odpowiadać.
Gdy wieczorem wszystko cichnie, kot przeciąga się na parapecie i myśli:
świat wrócił do swojej naturalnej, spokojnej częstotliwości.
Aż do kolejnego człowieka, który przejdzie pod oknem i powie do powietrza:
„Halo? Jeszcze jestem!”
świat wrócił do swojej naturalnej, spokojnej częstotliwości.
Aż do kolejnego człowieka, który przejdzie pod oknem i powie do powietrza:
„Halo? Jeszcze jestem!”
I wtedy kot rozumie, że ta cywilizacja nie upadnie ani przez wojny, ani przez katastrofy.
Ta cywilizacja upadnie… przez słuchawki bezprzewodowe.
Ta cywilizacja upadnie… przez słuchawki bezprzewodowe.
Bo człowiek, który nie odróżnia rozmowy z drugim człowiekiem od rozmowy z plastikowym pudełkiem w uchu, jest już mentalnie poza zasięgiem.
Kot tylko obserwuje.
Nie komentuje.
Nie ingeruje.
Nie komentuje.
Nie ingeruje.
Bo na coś takiego nie da się wpłynąć.
Można tylko siedzieć na parapecie i zapisywać kolejne odcinki serialu pt.
„Ludzie, którzy rozmawiają sami ze sobą i nie widzą w tym nic złego.”
„Ludzie, którzy rozmawiają sami ze sobą i nie widzą w tym nic złego.”
Na marginesie
W kocim stylu. 30 rozdziałów ironii, humoru i sytuacji, które znasz aż za dobrze.
Jeśli zamiast śmiechu masz konkretny problem z kotem —
👉 zajrzyj do poradników
👉 zajrzyj do poradników
krótko, konkretnie i bez gadania.
Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej

W tym dniu ludzie wychodzą z domów, objuczeni elektroniką jak pielgrzymi niosący ofiary. Idą powoli, z dziwnym smutkiem w oczach, jakby żegnali coś ważnego… choć przecież przez ostatnie dwa lata mówili na ten sprzęt „gówno”, „znowu laguje” albo „wyrzucę cię na zbiórkę, zobaczysz”.
