Przejdź do treści

Zbiórka elektrośmieci – ludzie oddają swoje dusze - Kocierewiry – Tu kot mówi ostatnie słowo

www.KocieRewiry.pl
kontakt@kocierewiry.pl
Pomiń menu
Pomiń menu
Zbiórka elektrośmieci – ludzie oddają swoje dusze

Z wysokości parapetu świat wygląda jak dobrze zmontowany serial, w którym każdy odcinek przynosi nowy absurd ludzkości. Ale jest jeden dzień w roku, który wygrywa wszystko: zbiórka elektrośmieci. Nie ma w tym nic przypadkowego. To nie jest zwykłe sprzątanie. To nie jest „dbanie o planetę”. To jest rytuał — coś pomiędzy pokutą a terapią grupową — w którym człowiek wyrzuca nie tyle sprzęt, ile resztki swojej duszy przywiązanej do urządzeń, które obiecały mu szczęście, a skończyły jako drogie przyciski do papieru.

W tym dniu ludzie wychodzą z domów, objuczeni elektroniką jak pielgrzymi niosący ofiary. Idą powoli, z dziwnym smutkiem w oczach, jakby żegnali coś ważnego… choć przecież przez ostatnie dwa lata mówili na ten sprzęt „gówno”, „znowu laguje” albo „wyrzucę cię na zbiórkę, zobaczysz”.

Kot patrzy i wie: człowiek jest emocjonalnie niestabilny wobec swoich gadżetów. Kocha je, nienawidzi, żyje z nimi, przeklina je i w końcu… odprowadza je na miejsce wiecznego odpoczynku, czyli metalowego kontenera pod napisem „ES-12”.

A sprzęty, które niosą?
O, to jest dopiero encyklopedia ludzkich porażek.

Telefony — te małe, prostokątne skrzynki z sekretami.

Każdy telefon, który człowiek wyrzuca, ma w sobie całą historię jego życia:
– wszystkie błędne decyzje,
– rozmowy, których nie powinien prowadzić,
– zdjęcia, których nie powinien wysyłać,
– zakupy, których nie pamięta,
– wyszukiwania, których bardzo wolałby nie pamiętać.

Laptopy — cięższe, bardziej dramatyczne ofiary.
To na nich ludzie tracili czas, rozsądek i pieniądze. Na nich zaczynali projekty, które nigdy nie powstały. Na nich pisali „zacznę od jutra”. Na nich oglądali filmy, zamiast żyć.

Tablety — relikty postanowień typu „będę czytać więcej” lub „nauczę się rysować”.

Wyrzucane w stanie idealnym.
Bo człowiek zawsze ma więcej ambicji niż konsekwencji.

I wreszcie kable.
Kable są kwintesencją ludzkiego życia:
poplątane, niepasujące, nieczytelne, kupowane bez sensu, odkładane bez planu, gubione częściej niż godność.

Człowiek zawsze przynosi je w wielkim supełku, jakby oddawał fragment własnego chaosu — zmaterializowany w formie plastikowego spaghetti.

Gdy docierają do punktu zbiórki, zaczyna się właściwy spektakl.
To miejsce zawsze wygląda jak prowizoryczna kapliczka: tabliczka „TU WRZUĆ ELEKTROŚMIECI”, metalowy kontener, jakiś pan w odblasku, który widział rzeczy, o których koty wolą nie wiedzieć. Ludzie podchodzą, wahają się, patrzą na swoje urządzenia tak, jakby liczyli, że jednak ożyją, powiedzą: „przepraszam, naprawię się” i wrócą z nimi do domu.

Ale nie.
To finał.
Technologia nie wybacza.
Technologia nie przeprasza.
Technologia tylko psuje się szybciej, niż człowiek zdąży ją spłacić.

Najpiękniejszy element rytuału to ostatnie sprawdzenie sprzętu.
Człowiek wciska guziki telefonu, który działał ostatnio w 2019 roku.
Potrząsa tabletem, jakby od tego miała wrócić bateria.

Dmuchnie w port USB jak w starą grę z Pegasusa.
I patrzy na kota z okna sąsiada, jakby chciał zapytać:
„Może jednak żyje?”.
Kot patrzy z pogardą:
„Gdyby żył, ugryzłby cię w rękę, żebyś go nie oddawał.”
A potem nadchodzi moment wrzutu.
Człowiek stoi sekundę za długo.
Patrzy.
Oddycha.
Żegna.
I wrzuca.

Dla kota wygląda to jak scena z filmu psychologicznego.
Dla człowieka — jak ulga.
Dla cywilizacji — jak jeszcze jeden wór problemów, który ktoś inny będzie musiał posortować.
Ale kot widzi głębiej. Kot widzi, że człowiek nie wyrzuca elektrośmieci — człowiek wyrzuca swoje poczucie winy.

Winę za to, że kupił coś, czego nie potrzebował.
Winę za to, że uwierzył reklamie.
Winę za to, że myślał, iż nowy sprzęt naprawi to, czego nie chciał naprawiać w sobie.
A potem dzieje się rzecz najbardziej ludzką z możliwych:
po wyrzuceniu sprzętu wraca do domu i zaczyna przeglądać promocje na nowy model.
Bo ta cywilizacja działa jak ładowarka:
ciągle podłączona, ciągle przegrzana, ciągle w potrzebie,
ciągle niesprawna — ale udająca, że świeci.
Dlatego zbiórka elektrośmieci jest tak ważna.

To jedyny moment w roku, kiedy człowiek konfrontuje się z efektem ubocznym własnych pragnień. To jedyna chwila, kiedy przez sekundę widać na jego twarzy refleksję. A potem, oczywiście, refleksja znika. Na jej miejsce wchodzą nowe potrzeby, nowe zakupy, nowe pudła, nowe karty gwarancyjne.
Świat ludzi kręci się szybciej niż wentylator w starym laptopie.

A kot siedzi na parapecie i widzi, jak bardzo się męczą, próbując nadążyć za technologią, którą sami wymyślili, i za emocjami, których nie potrafią uporządkować.

Dlatego, kiedy widzę człowieka z workiem kabli idącego na zbiórkę elektrośmieci, myślę sobie:
nie wyrzuca sprzętu. Wyrzuca resztki kontroli, której nigdy nie miał.
I choć pretensje kieruje zwykle do technologii, prawda bije z każdego kroku:
To nie urządzenia się psują.

To człowiek nie umie żyć w rytmie, który sam sobie narzucił.
Kot tylko obserwuje.

Mruga powoli.
I zapisuje kolejny rozdział notatek z końca cywilizacji.




Na marginesie
Jeśli ten felieton Ci się podobał, to w książce
👉 Jak (nie) wytresować kota
jest tego więcej.
W kocim stylu. 30 rozdziałów ironii, humoru i sytuacji, które znasz aż za dobrze.

Jeśli zamiast śmiechu masz konkretny problem z kotem —
👉 zajrzyj do poradników
krótko, konkretnie i bez gadania.



Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej



Sezon zaczyna się zawsze tak samo. Człowiek wraca z marketu, objuczony roślinami, z miną zdobytą gdzieś między działem ogrodowym a kasą samoobsługową. Mówi, że „trochę zaszalał”. Ja bym powiedział, że przyszedł z bronią masowego rażenia i zamierza ją aktywować na balkonie. W jednej ręce pelargonie tak wielkie, że mogłyby posłużyć za hamak, w drugiej zioła, które umrą w ciągu 48 godzin. Optymizm bije od niego jak ciepło od grzejnika. Niebezpieczne i niepotrzebne.




Jeśli ten felieton cię rozbawił, zirytował albo chociaż
nie zasnąłeś przed końcem,możesz postawić mi Kawę.

BLIK od 2 zł. Ja wezmę mleczko, człowiek dostanie czarną









Wróć do spisu treści