Przejdź do treści

Związek z toksykiem. Albo trzema - Kocierewiry – Tu kot mówi ostatnie słowo

www.KocieRewiry.pl
kontakt@kocierewiry.pl
Pomiń menu
Pomiń menu
Związek z toksykiem. Albo trzema

Ludzie mają ten swój czarujący nawyk pakowania się w sytuacje, które nawet ja omijam szerzej niż psa sąsiadki. A nie jest łatwo znaleźć coś, czego naprawdę unikam. Jednak związek z toksykiem to jest liga specjalna, taka ekstraklasa emocjonalnego masochizmu, z którą człowiek flirtuje jak nastolatek z czatem, w którym na pewno nie powinien być.

I ja to obserwuję dzień w dzień. Z wysokości szafy, z fotela albo z parapetu – różne pozycje, ten sam spektakl. Człowiek siedzi, patrzy w telefon, westchnie, po czym stwierdzi, że „to skomplikowane”. Nie, Mistrzu, nic nie jest skomplikowane. Skomplikowane jest fizyka kwantowa, a nie sytuacja, w której ktoś cię traktuje jak wycieraczkę z emocjonalnym złotym haftem „Wchodź i niszcz”.

Problem polega na tym, że ludzie uwielbiają dramaturgię. Kochają ból, który „ma sens”, bo inaczej by im się życie nie domknęło fabularnie. W normalnym świecie logika mówi: „jest źle, odchodzę”. W świecie człowieka działa inny mechanizm: „jest źle, więc to na pewno wina tego, że się za mało staram”. I nagle zaczyna się festiwal poświęceń tak absurdalnych, że nawet ja przerywam drzemkę, żeby to podziwiać.

Najgorszy etap to oczywiście początek. Ten teatralny „miodowy miesiąc”, który powinien nazywać się „wabik na naiwnych”. Toksik wtedy jest miły, czuły, działa jak świeżo otwarty karton – pachnie nowością, obiecuje miękkość i bezpieczeństwo. Człowiek się w to pakuje, jakby nie miał absolutnie żadnych doświadczeń życiowych. A przecież ma. Tylko je ignoruje, bo „tym razem będzie inaczej”.

Następnie zaczynają się drobne sygnały. Małe zgrzyty. Komentarze, które szczypią jak zimna podłoga o trzeciej w nocy. Reakcje, które pachną niepokojem. Słowa, które mają za dużo kolców, jak moje po dłuższej przerwie od drapaka. I człowiek je widzi. Oczywiście, że widzi. Ale co robi? Uśmiecha się, zamyka oczy i tłumaczy sobie, że „każdy ma gorszy dzień”. Owszem, ja też mam gorszy dzień, ale nie robię wtedy komuś prania mózgu, tylko idę spać.

Potem toksyk zaczyna dominować. Jak ja wchodzący do kartonu, który teoretycznie nie jest dla mnie, ale każdy wie, jak to się kończy. Toksik przejmuje czas, przestrzeń, myśli i sen człowieka. Ustala zasady, które zmienia według uznania. I zawsze, ale to ZAWSZE, człowiek znajdzie na to wytłumaczenie. Mówi wtedy magiczne zdanie: „On naprawdę mnie kocha, tylko ma trudną przeszłość”. Dobrze, a ja drapię kanapę, bo „tak wyszło”. Każdy ma swoją historię.

Jednym z moich ulubionych momentów jest kreatywna gimnastyka emocjonalna. Człowiek staje się mistrzem interpretacji, jakby chodził na zajęcia do samego diabła retoryki. Z każdej sytuacji wyciąga coś, co SA MO TŁUMACZY toksyczne zachowanie. Toksik obraża? To przez stres. Toksik manipuluje? Bo boi się utraty kontroli. Toksik kłamie? Bo ma traumy. A ja wtedy patrzę i pytam, dlaczego człowiek tak nie tłumaczy kota, gdy kot rozpieprzy doniczkę o 2:00 w nocy. Gdzie ta „empatia do trudnej przeszłości” jest wtedy? Dokładnie.

Ale jeszcze bardziej fascynują mnie ci ludzie, którzy potrafią prowadzić relacje równoległe. Trzy toksyczne związki naraz. Jeden to błąd. Dwa to problem. Trzy? To już projekt badawczy. Taka osoba powinna dostać stypendium, bo utrzymywanie tego chaosu wymaga kreatywności godnej najlepszych inżynierów chaosu. Ja w tym czasie próbuję ustalić, czy moje dwie miski stoją równo, ale człowiek potrafi zarządzać wszystkimi trzema katastrofami jednocześnie.

Patrzę na to i myślę: „Człowiek naprawdę nie zna swoich limitów”. A potem patrzę na jego twarz po tygodniu tego emocjonalnego maratonu i widzę: zna. Przekroczył wszystkie.

I wtedy przychodzi przebudzenie. W końcu. Człowiek siedzi, patrzy w przestrzeń, jakby zobaczył prawdę wszechświata. I dociera do niego, że od miesięcy żył w układzie, który ja rozpoznałbym w 3 sekundy: „to jest złe i trzeba uciekać”. Ale człowiek potrzebuje dramatu, łez, wewnętrznego monologu i jeszcze konsultacji z kimś, kto powie mu to, co ja sygnalizowałem, zrzucając przedmioty z półki: wyjdź, zanim będziesz potrzebował remontu emocjonalnego.

Po wszystkim człowiek mówi, że „dużo się nauczył”. Tak. Oby. Chociaż znam życie i wiem, że za chwilę znajdzie kolejnego toksyka, tylko „bardziej wrażliwego”. Człowiek wraca do mnie z westchnieniem, drapie mnie za uchem i mówi: „Kocie, ty to zawsze masz rację”.
Oczywiście, że mam. Jestem kotem.

A puenta?
Związek z toksykiem to jak wskoczyć do kuwety i udawać, że to jacuzzi. Możesz sobie wmawiać, że jest przyjemnie, ale prawda i tak przebije się nosem.




Na marginesie
Jeśli ten felieton Ci się podobał, to w książce
👉 Jak (nie) wytresować kota
jest tego więcej.
W kocim stylu. 30 rozdziałów ironii, humoru i sytuacji, które znasz aż za dobrze.

Jeśli zamiast śmiechu masz konkretny problem z kotem —
👉 zajrzyj do poradników
krótko, konkretnie i bez gadania.



Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej



Z mojego kociego punktu widzenia człowiek to stworzenie o wyjątkowym talencie do komplikowania prostych spraw. Weźmy choćby temat pieniędzy. Kot działa prosto: mam jedzenie, to jem. Nie mam – to idę do miski człowieka i robię z oczu dwie stacje ratownicze. Proste, logiczne, skuteczne. Tymczasem człowiek wpadł na pomysł, żeby wymyślić pieniądze, a potem kredyty, a potem karty kredytowe, a potem jeszcze „limity debetowe”, które są czymś w rodzaju: „nie stać cię? spokojnie, i tak cię zadłużymy”.



Jeśli ten felieton cię rozbawił, zirytował albo chociaż
nie zasnąłeś przed końcem,możesz postawić mi Kawę.

BLIK od 2 zł. Ja wezmę mleczko, człowiek dostanie czarną









Wróć do spisu treści