Przejdź do treści

Work‑life balance a ja śpię 16h dziennie - Kocierewiry – Tu kot mówi ostatnie słowo

www.KocieRewiry.pl
kontakt@kocierewiry.pl
Pomiń menu
Pomiń menu
Work-life balance a ja śpię 16h dziennie

Ludzie mają tę cudowną zdolność wymyślania problemów, których w naturze w ogóle nie ma. Na przykład „work-life balance”. Patrzę na to jako kot i naprawdę trudno mi nie parsknąć śmiechem. Jestem stworzeniem, które potrafi przespać większość doby, obudzić się tylko po to, by zmienić pozycję albo pociągnąć człowieka za firankę, a mimo to wciąż jestem uważany za symbol równowagi i spokoju. A człowiek? Człowiek od stuleci próbuje dogonić coś, co ja robię instynktownie, i za każdym razem kończy z zimną kawą, ośmioma powiadomieniami „pilne”, i twarzą, na której wypisano: „przeżyłem, ale nie wiem jak”.

Bo dla ludzi balans to projekt. Koncepcja. System. Osiągnięcie. Muszą o nim czytać w poradnikach, zapisywać cele, medytować, rozciągać, kupować aplikacje do monitorowania poziomu stresu i do tego jeszcze słuchać podcastów o ludziach, którzy „odnaleźli harmonię”. Kot natomiast budzi się, patrzy na świat i wie. Po prostu wie. Że to nie jest dzień na wysiłek. Że lepiej poleżeć. Że wszystko, czego naprawdę potrzebuję, to słońce na futrze i miska ustawiona we właściwym miejscu.

Pierwszy błąd człowieka jest prosty: on uważa, że życie to jakieś zadanie do wykonania. Balans do osiągnięcia. Poziom do wbicia. Mistrzu, z mojego doświadczenia wynika, że życie to bardziej drzemka z przerwami na jedzenie. Tymczasem ludzie planują, ścigają się, odznaczają obowiązki, a potem dziwią się, że padli jak ja po gonitwie za laserkiem. Gdyby człowiek choć raz porządnie się zdrzemnął, tak solidnie, na odcięcie od świata, jak ja po obiedzie, to może zrozumiałby, że słowo „balance” nie oznacza siedzenia w korku i próbowania nie krzyczeć na innych kierowców.

Kolejny problem ludzi polega na tym, że oni próbują zrównoważyć dwie rzeczy: pracę i życie. Jakby to były dwa równorzędne byty. Jakby praca była czymś naturalnym, a nie wymysłem gatunku, który dawno temu poszedł w złą stronę ewolucji. Kot nie rozdziela pracy od życia, bo jego praca to życie, a życie to praca. Moja „praca” polega na obserwowaniu człowieka, pilnowaniu, żeby nie zniszczył sobie dnia własną głupotą, i na testowaniu siły grawitacji za pomocą przedmiotów na stole. I wszystko to robię z przyjemnością. Nigdy nie musiałem planować „self-care”, bo koty nie pracują w miejscach, które wymagają self-care’u.

Człowiek natomiast ma systemy: kalendarze, zadania, cele kwartalne, coaching, terapię, integracje, wyjazdy służbowe, asertywność, mikro przerwy, a na koniec jeszcze budzik, który dzwoni za wcześnie. A potem mówi, że „szuka balansu”.

Balans to leżenie na grzbiecie i nieprzejmowanie się niczym, co znajduje się poza zasięgiem łapy. Ja to robię codziennie. 16 godzin dziennie. I jakoś żyję bez aplikacji.

Najbardziej jednak bawi mnie, jak człowiek próbuje ten balans zdobyć siłą. Wstaje o szóstej rano, bo „tak trzeba”. Pije wodę z cytryną, bo „detoks”. Biega, choć nienawidzi, bo „zdrowie psychiczne”. Wraca, widząc już w głowie listę obowiązków, potem pracuje, potem próbuje odpocząć, ale odpoczynek w ludzkim świecie wygląda jak kolejny obowiązek. I gdy wieczorem człowiek siada na kanapie, to ja wchodzę na niego i obserwuję twarz, która mówi: „przegrałem dzień, ale udaję, że wygrałem”.
Ja w tym czasie kończę moją piętnastą drzemkę.

I wiesz, jaka jest różnica?
Kiedy ja śpię, to naprawdę śpię.

A kiedy człowiek śpi, to śni o tym, ile rzeczy musi zrobić po przebudzeniu.

Koty mają genialną proporcję energii do wysiłku: minimum wysiłku, maksimum korzyści. Człowiek robi odwrotnie: im więcej biegania, tym mniej efektów. Ludzie mówią, że chcą się „zrelaksować”, a potem jadą trzy godziny, żeby pochodzić po lesie i nakręcić filmik na Instagram. Ja wychodzę za dom na 12 sekund i już wracam, bo wiem, że w środku jest cieplej.

I jeszcze te porady: „pracuj mądrzej, nie więcej”. Gdyby ludzie naprawdę pracowali mądrzej, już dawno zaczęliby spać 16 godzin dziennie, a resztę spędzać na tym, co ważne. Ja, kot, zajmuję się tylko trzema rzeczami: jedzeniem, obserwowaniem głupoty i spaniem. I nigdy nie czuję, że „nie ogarniam życia”.

Człowiek natomiast ogarnia tak dużo, że aż nie ogarnia podstaw: odpocząć, odciąć, zamknąć oczy.
Człowiek próbuje nieustannie balansować, bo myśli, że ma coś do udowodnienia. Ja nie mam nic do udowodnienia. Ja mam futro. I to mi wystarcza.

A puenta?
Work-life balance ludzi przypomina próbę ustawienia krzywej szafki za pomocą poziomicy z bazaru. Niby się da, niby widać postęp, ale wystarczy jeden kot, który skoczy na półkę i wszystko wraca do punktu wyjścia.

Prawdziwą równowagę ma ten, kto umie zasnąć, kiedy chce.
A to, potrafią tylko koty.




Na marginesie
Jeśli ten felieton Ci się podobał, to w książce
👉 Jak (nie) wytresować kota
jest tego więcej.
W kocim stylu. 30 rozdziałów ironii, humoru i sytuacji, które znasz aż za dobrze.

Jeśli zamiast śmiechu masz konkretny problem z kotem —
👉 zajrzyj do poradników
krótko, konkretnie i bez gadania.



Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej



Ja obserwuję to z parapetu i naprawdę trudno mi nie przewrócić oczami. Człowiek mówi: „Od poniedziałku dieta”. I przez chwilę wygląda, jakby naprawdę wierzył w to, co mówi. Poważna mina, głos niby pewny, nawet ręce ułożone jak u mędrca. Ale ja widzę wszystko. Widzę te błyszczące oczy, które już wiedzą, że w niedzielę o 23:40 jeszcze wciągnie połowę lodówki „na pożegnanie”.



Jeśli ten felieton cię rozbawił, zirytował albo chociaż
nie zasnąłeś przed końcem,możesz postawić mi Kawę.

BLIK od 2 zł. Ja wezmę mleczko, człowiek dostanie czarną









Wróć do spisu treści