Minimalizm jako nowa obsesja zbieractwa
Minimalizm u ludzi to dziwne zjawisko. Z pozoru wygląda jak próba życia prościej, sensowniej, czyściej. Ale wystarczy kotu pięć minut obserwacji, żeby zrozumieć, że to tylko kolejna religia człowieka. Tym razem ubrana w beż, szarość i drewniane pudełka. Ludzie nie wyrzekają się przedmiotów. Oni wyrzekają się kolorów. I twierdzą, że to duchowy postęp.
Zaczyna się niewinnie. Człowiek budzi się pewnego ranka, patrzy na swoją szafę, regał i to wszystko, co sam tam wtaszczył przez ostatnie lata, i nagle ma olśnienie. „Za dużo rzeczy. Duszą mnie.”Nie rzeczy go duszą. Duszą go własne decyzje, ale oczywiście od tego zaczynać nie zamierza. Więc bierze się za to, co umie: sprzątanie rzeczy zamiast sprzątania głowy.
Pierwszy akt minimalizmu to rytuał „WSZYSTKO NA ŚRODEK”.
Człowiek wysypuje zawartość szaf, szuflad, pudełek i tajnych schowków jak archeolog odkrywający swoją przeszłość. Siedzi potem w tym bałaganie w pozycji pół-lotosu i próbuje wyglądać jak ktoś, kto ma kontrolę nad sytuacją. Kot patrzy na tę górę tekstyliów, kabli i dziwnych przedmiotów, które dawno powinny umrzeć i myśli: „Okej, zaczyna się ludzkie przedstawienie”.
Człowiek wysypuje zawartość szaf, szuflad, pudełek i tajnych schowków jak archeolog odkrywający swoją przeszłość. Siedzi potem w tym bałaganie w pozycji pół-lotosu i próbuje wyglądać jak ktoś, kto ma kontrolę nad sytuacją. Kot patrzy na tę górę tekstyliów, kabli i dziwnych przedmiotów, które dawno powinny umrzeć i myśli: „Okej, zaczyna się ludzkie przedstawienie”.
A potem, jakby miał supermoce, człowiek zaczyna dotykać każdej rzeczy i pytać:
„Czy ty dajesz mi radość?”.
„Czy ty dajesz mi radość?”.
Kot wtedy naprawdę musi odwrócić głowę, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Szczoteczka do kibla nie ma dostarczać radości. Ma sprzątać rzygi. Przepraszam, rzeczywistość.
W momencie, gdy człowiek zostaje sam ze swoim bałaganem, pojawia się druga faza: ekstaza wyrzucania. Nagle robi się bogiem destrukcji. Wyrzuca, oddaje, pakuje, segreguje. I za każdym razem, gdy jedna rzecz znika, w jego oczach zapala się ta dziwna iskierka: „Mam kontrolę nad swoim życiem.”
Kot bardzo chciałby mu powiedzieć, że kontrola nad życiem nie polega na wyrzuceniu starego swetra, tylko na niewchodzeniu w toksyczne relacje — ale dobrze, niech zaczyna od łatwiejszych poziomów.
Kot bardzo chciałby mu powiedzieć, że kontrola nad życiem nie polega na wyrzuceniu starego swetra, tylko na niewchodzeniu w toksyczne relacje — ale dobrze, niech zaczyna od łatwiejszych poziomów.
Oczywiście wszystko dokumentuje. Minimalizm nie istnieje bez zdjęcia na Instagramie.
Zdjęcie: pusty stolik, dwie świeczki, kubek z cytatem.
Podpis: „W końcu oddycham”.
Zdjęcie: pusty stolik, dwie świeczki, kubek z cytatem.
Podpis: „W końcu oddycham”.
Kot widzi prawdę: oddycha mniej, bo w pokoju nie ma już nic, co tłumiłoby pogłos.
Następnie pojawia się faza „niczego nie kupuję… chyba że”.
Chyba że:
• jest ładne,
• jest beżowe,
• „jest inwestycją w jakość”,
• ma napis „minimalistyczne”,
• ktoś na YouTube powiedział, że musi je mieć, żeby być zen.
Chyba że:
• jest ładne,
• jest beżowe,
• „jest inwestycją w jakość”,
• ma napis „minimalistyczne”,
• ktoś na YouTube powiedział, że musi je mieć, żeby być zen.
Kot wie, że człowiek nie zredukował ilości przedmiotów. On tylko przeprowadził migrację chaosu: wyrzucił rzeczy, których się wstydził, i zastąpił je rzeczami, które wyglądają ładnie na zdjęciach.
Najlepsze jednak dopiero nadchodzi.
Minimalizm wymaga… zakupów.
Minimalizm wymaga… zakupów.
Tak.
Aby „nie mieć rzeczy”, człowiek kupuje:
• organizery,
• kosze,
• pudełka,
• szafki na mniejszą ilość rzeczy,
• aplikacje do liczenia ubrań,
• książki o minimalizmie,
• kursy o „uwalnianiu przestrzeni”.
Aby „nie mieć rzeczy”, człowiek kupuje:
• organizery,
• kosze,
• pudełka,
• szafki na mniejszą ilość rzeczy,
• aplikacje do liczenia ubrań,
• książki o minimalizmie,
• kursy o „uwalnianiu przestrzeni”.
Kot patrzy i liczy to wszystko w głowie. Minimalizm człowieka ma więcej akcesoriów niż przeciętny kot ma myśli w ciągu tygodnia.
Potem nadchodzi stan przejściowy — człowiek spaceruje po mieszkaniu i zachwyca się pustymi przestrzeniami. Zaczyna mówić zdania typu: „Przestrzeń to nowy luksus”. Kot wtedy robi krótką medytację i przypomina sobie, że człowiek przez ostatnie pięć lat narzekał, że „niczego nie ma gdzie postawić”. A teraz jest „przestrzeń”. Czyli puste miejsca. Czyli coś, co koty mają zawsze, bo nie zagracają życia beżowymi świeczkami.
Ale najlepszy moment w całym spektaklu minimalizmu to jego koniec.
Minimalizm kończy się nie wtedy, gdy człowiek przestaje kupować.
Minimalizm kończy się wtedy, gdy pojawia się pierwsza promocja.
„Neutralne tkaniny -30%.”
„Beżowe naczynia inspirowane Islandią.”
„Zestaw minimalistycznych półek w skandynawskim stylu.”
Minimalizm kończy się nie wtedy, gdy człowiek przestaje kupować.
Minimalizm kończy się wtedy, gdy pojawia się pierwsza promocja.
„Neutralne tkaniny -30%.”
„Beżowe naczynia inspirowane Islandią.”
„Zestaw minimalistycznych półek w skandynawskim stylu.”
Kot nie musi nawet patrzeć.
Kot słyszy dźwięk paczki w windzie.
Kot słyszy dźwięk paczki w windzie.
I tak wracamy do punktu wyjścia: człowiek znów ma pełne mieszkanie, tylko tym razem „spójne kolorystycznie”. Minimalizm pozostał jedynie w nazwie, jak u wszystkich ludzi, którzy próbują ogarnąć swoje życie, zaczynając od rzeczy, zamiast od siebie.
A prawda jest taka, że gdyby człowiek naprawdę chciał uprościć życie, powinien uczyć się od kota.
Kot ma trzy rzeczy: miejsce w słońcu, miskę i karton.
I ani przez chwilę nie czuje potrzeby wyrzucania, kupowania, reorganizowania ani definiowania sensu istnienia przez układ półek.
Kot ma trzy rzeczy: miejsce w słońcu, miskę i karton.
I ani przez chwilę nie czuje potrzeby wyrzucania, kupowania, reorganizowania ani definiowania sensu istnienia przez układ półek.
Minimalizm w wykonaniu człowieka nie jest rezygnacją z rzeczy.
To tylko nowa forma zbieractwa.
Bardziej fotogeniczna, bardziej beżowa, bardziej modna.
To tylko nowa forma zbieractwa.
Bardziej fotogeniczna, bardziej beżowa, bardziej modna.
Ale pod spodem — ta sama panika.
Ta sama pustka.
Ta sama nieumiejętność życia prosto.
Ta sama pustka.
Ta sama nieumiejętność życia prosto.
Kot patrzy na to wszystko i myśli:
Gdyby minimalizm był naprawdę minimalny… nie miałby swojego hashtagu.
Gdyby minimalizm był naprawdę minimalny… nie miałby swojego hashtagu.
Na marginesie
W kocim stylu. 30 rozdziałów ironii, humoru i sytuacji, które znasz aż za dobrze.
Jeśli zamiast śmiechu masz konkretny problem z kotem —
👉 zajrzyj do poradników
👉 zajrzyj do poradników
krótko, konkretnie i bez gadania.
Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej

Praca zdalna to cudowny eksperyment, który ktoś kiedyś wymyślił zapewne przypadkiem, a ludzie przyjęli z entuzjazmem godnym stworzeń, które głęboko wierzą, że tym razem naprawdę będzie inaczej. „W domu będę bardziej efektywny” — mówi człowiek, który w tym samym domu od dwóch lat nie potrafi znaleźć ładowarki do telefonu. Kot siedzi obok i wie swoje. Bo praca zdalna nie jest pracą. Praca zdalna jest spektaklem. Grą pozorów. Maskaradą, w której jedynym szczerym bytem jest kot. A on nawet nie brał udziału w rekrutacji.
