Przejdź do treści

Minimalizm jako nowa obsesja zbieractwa - Kocierewiry – Tu kot mówi ostatnie słowo

www.KocieRewiry.pl
kontakt@kocierewiry.pl
Pomiń menu
Pomiń menu
Minimalizm jako nowa obsesja zbieractwa

Minimalizm u ludzi to dziwne zjawisko. Z pozoru wygląda jak próba życia prościej, sensowniej, czyściej. Ale wystarczy kotu pięć minut obserwacji, żeby zrozumieć, że to tylko kolejna religia człowieka. Tym razem ubrana w beż, szarość i drewniane pudełka. Ludzie nie wyrzekają się przedmiotów. Oni wyrzekają się kolorów. I twierdzą, że to duchowy postęp.

Zaczyna się niewinnie. Człowiek budzi się pewnego ranka, patrzy na swoją szafę, regał i to wszystko, co sam tam wtaszczył przez ostatnie lata, i nagle ma olśnienie. „Za dużo rzeczy. Duszą mnie.”
Nie rzeczy go duszą. Duszą go własne decyzje, ale oczywiście od tego zaczynać nie zamierza. Więc bierze się za to, co umie: sprzątanie rzeczy zamiast sprzątania głowy.

Pierwszy akt minimalizmu to rytuał „WSZYSTKO NA ŚRODEK”.
Człowiek wysypuje zawartość szaf, szuflad, pudełek i tajnych schowków jak archeolog odkrywający swoją przeszłość. Siedzi potem w tym bałaganie w pozycji pół-lotosu i próbuje wyglądać jak ktoś, kto ma kontrolę nad sytuacją. Kot patrzy na tę górę tekstyliów, kabli i dziwnych przedmiotów, które dawno powinny umrzeć i myśli: „Okej, zaczyna się ludzkie przedstawienie”.
A potem, jakby miał supermoce, człowiek zaczyna dotykać każdej rzeczy i pytać:
„Czy ty dajesz mi radość?”.

Kot wtedy naprawdę musi odwrócić głowę, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Szczoteczka do kibla nie ma dostarczać radości. Ma sprzątać rzygi. Przepraszam, rzeczywistość.

W momencie, gdy człowiek zostaje sam ze swoim bałaganem, pojawia się druga faza: ekstaza wyrzucania. Nagle robi się bogiem destrukcji. Wyrzuca, oddaje, pakuje, segreguje. I za każdym razem, gdy jedna rzecz znika, w jego oczach zapala się ta dziwna iskierka: „Mam kontrolę nad swoim życiem.”
Kot bardzo chciałby mu powiedzieć, że kontrola nad życiem nie polega na wyrzuceniu starego swetra, tylko na niewchodzeniu w toksyczne relacje — ale dobrze, niech zaczyna od łatwiejszych poziomów.
Oczywiście wszystko dokumentuje. Minimalizm nie istnieje bez zdjęcia na Instagramie.
Zdjęcie: pusty stolik, dwie świeczki, kubek z cytatem.
Podpis: „W końcu oddycham”.

Kot widzi prawdę: oddycha mniej, bo w pokoju nie ma już nic, co tłumiłoby pogłos.
Następnie pojawia się faza „niczego nie kupuję… chyba że”.
Chyba że:
• jest ładne,
• jest beżowe,
• „jest inwestycją w jakość”,
• ma napis „minimalistyczne”,
• ktoś na YouTube powiedział, że musi je mieć, żeby być zen.

Kot wie, że człowiek nie zredukował ilości przedmiotów. On tylko przeprowadził migrację chaosu: wyrzucił rzeczy, których się wstydził, i zastąpił je rzeczami, które wyglądają ładnie na zdjęciach.

Najlepsze jednak dopiero nadchodzi.
Minimalizm wymaga… zakupów.

Tak.
Aby „nie mieć rzeczy”, człowiek kupuje:
• organizery,
• kosze,
• pudełka,
• szafki na mniejszą ilość rzeczy,
• aplikacje do liczenia ubrań,
• książki o minimalizmie,
• kursy o „uwalnianiu przestrzeni”.

Kot patrzy i liczy to wszystko w głowie. Minimalizm człowieka ma więcej akcesoriów niż przeciętny kot ma myśli w ciągu tygodnia.

Potem nadchodzi stan przejściowy — człowiek spaceruje po mieszkaniu i zachwyca się pustymi przestrzeniami. Zaczyna mówić zdania typu: „Przestrzeń to nowy luksus”. Kot wtedy robi krótką medytację i przypomina sobie, że człowiek przez ostatnie pięć lat narzekał, że „niczego nie ma gdzie postawić”. A teraz jest „przestrzeń”. Czyli puste miejsca. Czyli coś, co koty mają zawsze, bo nie zagracają życia beżowymi świeczkami.

Ale najlepszy moment w całym spektaklu minimalizmu to jego koniec.
Minimalizm kończy się nie wtedy, gdy człowiek przestaje kupować.
Minimalizm kończy się wtedy, gdy pojawia się pierwsza promocja.
„Neutralne tkaniny -30%.”
„Beżowe naczynia inspirowane Islandią.”
„Zestaw minimalistycznych półek w skandynawskim stylu.”

Kot nie musi nawet patrzeć.
Kot słyszy dźwięk paczki w windzie.

I tak wracamy do punktu wyjścia: człowiek znów ma pełne mieszkanie, tylko tym razem „spójne kolorystycznie”. Minimalizm pozostał jedynie w nazwie, jak u wszystkich ludzi, którzy próbują ogarnąć swoje życie, zaczynając od rzeczy, zamiast od siebie.

A prawda jest taka, że gdyby człowiek naprawdę chciał uprościć życie, powinien uczyć się od kota.
Kot ma trzy rzeczy: miejsce w słońcu, miskę i karton.
I ani przez chwilę nie czuje potrzeby wyrzucania, kupowania, reorganizowania ani definiowania sensu istnienia przez układ półek.

Minimalizm w wykonaniu człowieka nie jest rezygnacją z rzeczy.
To tylko nowa forma zbieractwa.
Bardziej fotogeniczna, bardziej beżowa, bardziej modna.

Ale pod spodem — ta sama panika.
Ta sama pustka.
Ta sama nieumiejętność życia prosto.
Kot patrzy na to wszystko i myśli:
Gdyby minimalizm był naprawdę minimalny… nie miałby swojego hashtagu.




Na marginesie
Jeśli ten felieton Ci się podobał, to w książce
👉 Jak (nie) wytresować kota
jest tego więcej.
W kocim stylu. 30 rozdziałów ironii, humoru i sytuacji, które znasz aż za dobrze.

Jeśli zamiast śmiechu masz konkretny problem z kotem —
👉 zajrzyj do poradników
krótko, konkretnie i bez gadania.



Jeśli jeszcze nie masz dość… czytaj dalej



Praca zdalna to cudowny eksperyment, który ktoś kiedyś wymyślił zapewne przypadkiem, a ludzie przyjęli z entuzjazmem godnym stworzeń, które głęboko wierzą, że tym razem naprawdę będzie inaczej. „W domu będę bardziej efektywny” — mówi człowiek, który w tym samym domu od dwóch lat nie potrafi znaleźć ładowarki do telefonu. Kot siedzi obok i wie swoje. Bo praca zdalna nie jest pracą. Praca zdalna jest spektaklem. Grą pozorów. Maskaradą, w której jedynym szczerym bytem jest kot. A on nawet nie brał udziału w rekrutacji.



Jeśli ten felieton cię rozbawił, zirytował albo chociaż
nie zasnąłeś przed końcem,możesz postawić mi Kawę.

BLIK od 2 zł. Ja wezmę mleczko, człowiek dostanie czarną









Wróć do spisu treści